Powoli otworzyłam oczy. Ten chłopak leżał na ziemi. Z tyłu stał Max. Uratował nas. Przytuliłam się do Zayn'a. Usłyszałam kolejny strzał. Nagle poczułam ból
-Alex-krzyknął Zayn. Położył mnie na ziemi
-Zaopiekuj się Angel
-Alex nie zostawiaj mnie. Słyszysz. Max dzwoń po pogotowie. Nie zamykaj oczy
-Kocham Cię -wyszeptałam
-Jeżeli mnie kochasz to mnie nie zostawaj. Pogotowie już jedzie. Proszę nie zamykaj oczu. Jak urodzi mi się córeczka jak chcesz żeby miała na imię??
-Nina
-Ślicznie a jak będzie chłopczyk??
-Tommy
-Bardzo ładne
-Powiedz Harry'emu, że go kocham
-Sama mu to powiesz jutro w Londynie. Pamiętasz. Obiecałaś mu
-Dobrze wiesz, że mówiłam tak, żeby poszedł już
-Nie prawda powiedziałaś tak, bo to prawda
-Zayn proszę powiedz Wali, że ją przepraszam
-Ja jej tego nie powiem, bo Ty to zrobisz
-To nie ma sensu. Idź do Perrie. Na pewno się martwi-powoli zaczynałam tracić świadomość
-Alex, Alex-Zayn krzyczał moje imię. Nic już nie słyszałam. Zobaczyłam Beck'a
-Beck
-Alex -przytuliłam go
-Wiesz, że masz córkę
-Wiem. A Ty teraz chcesz ją zostawić
-A mam wybór
-Zawsze jest jakiś wybór
-Naprawdę
-Czy Alexa Malik wątpi w siebie??
-Tak
-Masz rację
-Wiem. Trzymaj się i ucałuj moją Angel
-Dobrze-Beck zniknął
*Oczami Zayn'a*
-Mamy ją-powiedział lekarz
-Doktorze co z nią??
-Przewozimy ją do szpitala. Jej stan jest krytyczny. Proszę pójść do domu przebrać się i przyjechać do szpitala-karetka odjechała. Ruszyłem w stronę domu. Jak to się mogło stać. Wszedłem do domu. Harry siedział na łóżku. Płakał. Jess też płakała. Niall ją przytulił. Ellie była przytulona do Louis'ego. Liam'a i Soph nie było. Pewnie siedzieli u Angel. Perrie chodziła w kółko
-Zayn-przytuliła się do mnie. Odsunęła się kawałek i spojrzała na moją koszulę-Matko boska. Czyja to krew??
-Alex
-Nie-krzyknął Harry-Zayn. Czy ona...
-Żyję, ale jej stan jest krytyczny
-O boże
-Pójdę się przebrać-powiedziałem. Po drodze wszedłem do pokoju Alex. Na łóżku siedział Max
-Co tu robisz Max?? Jak tu wszedłeś??
-Tak samo jak nie mogła się ze mną spotkać-wskazał na okno-To wszystko moja wina
-O czym Ty mówisz?/
-Gdyby jej nie zaprosił na tą imprezę nic by się nie stało
-Nie mogłeś tego przewidzieć
-A właśnie, że mogłem. Co z nią??
-Jest w krytycznym stanie
-Jaki ja głupi byłem??
-Nie obwiniaj siebie
-Ja już będę spadać
-Okay
-Jak się jej poprawi zadzwoń do mnie. Proszę
-Dobrze-Max wyszedł przez okno. Ja poszedłem do swojego pokoju. Przebrałem się i zszedłem na dół. Muszę zadzwonić do rodziców i wszystko im powiedzieć. Mama się załamie
-Zayn. Co z nią??-spytała mnie Emily
-Jest w ciężkim stanie
-To nie może być prawda
-Też bym tego chciał
-Ale wyjdzie z tego
-Mam taką nadzieję-Em mnie przytuliła
-Jedziesz do niej??
-Tak. Harry jedziesz??
-Oczywiście. Zajmiecie się Angel
-Pewnie-wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu
-Ona wiedziała, że coś się może stań??
-Wiedziała
-Ale dlaczego??
-Pamiętasz jak Matt Ci opowiadał o tych chłopakach z drużyny co Alex ich spławiała
-No tak
-No to właśnie oni
-Co jeśli ona...
-Nie mów tak, bo Alex jest silną dziewczyną i będzie walczyła dla Ciebie i Angel
-Dlaczego spotyka ją tyle złego??
-Nie wiem. Harry dlaczego tak jest. Nie zapomnę dnia kiedy powiedziała mi, że gdyby nie ja to ona by się zabiła. Od tamtej pory pilnowałem jej. Nie mogę jej stracić. Sam wiesz, że ona za każdego by życie oddała. Zobacz najpierw walki, rak, ciąża, James, porwanie Angel, znowu James, wasz wypadek a teraz po raz dwudziesty walczy o życie
-Nie wyobrażam sobie życia bez niej
-Tak jak my wszyscy-dojechaliśmy do szpitala.Weszliśmy do środka
-Dzień dobry. Szukam mojej siostry. Alex Malik
-A tak. Proszę za mną. Zaprowadzę panów-pielęgniarka zaprowadziła nas do sali w której leżała Alex. Przy jej łóżku stał lekarz
-Doktorze co z nią??-spytał Harry
-Straciła dużo krwi. Najbliższe godziny pokażą co dalej. Ale proszę być dobrej myśli
-Dziękujemy-lekarz wyszedł z sali. Usiadłem po jednej stronie a Harry po drugiej. Żadne z nas już się nie odezwało
-Wróciłam
-Zaraz przyjdę-wyszedłem z kuchni i zobaczyłem siedzącą Alex na kanapie-Co jest??
-Zobaczy-pokazała mi swoje USG-Tu jest główka a tutaj rączka -była taka szczęśliwa
-Chłopczyk czy dziewczynka??
-Nie wiem i nie chcę wiedzieć, ale przeczuwam, że będzie dziewczynka
-Jak dasz jej na imię??
-Angel
-A jak będzie chłopczyk??
-Tommy
-Ślicznie
-Zayn a co będzie jak ja sobie nie poradzę
-Nie mów tak. Dasz radę
-Co je bym bez ciebie zrobiła??
-Nie wiem
-Chciałabym żebyś był przy porodzie
-Dobrze
-Kocham Cię braciszku
-Ja Ciebie też kocham siostrzyczko
Tak się cieszyła, że będzie miała dziecko, mimo, że się bała, że nie da rady. Ale ja w nią zawsze wierzyłem
Jestem beznadzieja. Mimo, że to moja mam skończyła internet to ja was zawiodłam. Znowu. Przepraszam. Znowu. Jestem wam wdzięczna, że mimo moich łamanych obietnic nadal jesteście ze mną.
Od razu mówię zaczęłam pisać ten rozdział po obejrzeniu "Harry Potter Insygnia Śmierci cz.II" stąd też pojawił się Beck.
Jak myślicie co będzie z Alex?? Czy tym razem miłość Harry'ego ją uratuję??
KOCHAM WAS <3
wtorek, 7 lipca 2015
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Rozdział 61
*Oczami Harry'ego*
-C..co??
Spytałem z zdziwieniem. Dlaczego nie powiedziała mi, że ma klub?? Jestem ciekawy jakich rzecz o niej jeszcze nie wiem
-Ale co, co??
-Czemu mi nie powiedziałaś
-O czym??
-Alex
Krzyknąłem. Nie chciałem podnosić na nią głosy, samo tak jakoś wyszło
-Ja
Okrzyknęła mi. Alex ma chyba taki od ruch. Jak ktoś na nią krzyczy to ona od razu też podnosi głos
-Nie udawaj głupiej. Czemu mi nie powiedziałaś, że masz klub w zasadzie to dwa
-No tak jakoś wyszło
Cmoknęła w moją stronę i ruszyła do baru
-Daj jej spokój dawno jej tu nie było. A wiem, że nie chciała Ci na razie mówić, bo zastanawiała się nad sprzedaniem klubów, a kocha je bardzo
Zayn położył rękę na moim ramieniu. Nie byłem na nią zły tylko trochę mi się zrobiło przykro, że mi nie powiedziała. Ale tak najwidoczniej musiało być. Alex siedziała przy barze
*Oczami Alex*
Usiadłam przy barze. Harry zajął miejsce obok mnie.
-Kocham Cię. Wiesz
-Ja Ciebie też
Harry musnął mój policzek. Gdzie jest barman??
-Barman. Halo?? Siedzę tu i czekam aż ktoś łaskawie mi drinka poda
-Nie widzisz, że jestem zajęty. Przyjmuję inne zamówienia. Poczekaj chwilę, krzywda Ci się nie stanie.
-Co to za gówniarz??
Spytałam Daniela, który usiadł obok mnie.
-Eric
-Jaki Eric??
-Siostrzeniec Mark'a
-Kto go zatrudnił??
-Mark przyszedł do Max'a prosząc, żeby Eric mógł tu pracować
-I Max go zatrudnił go bez mojej wiedzy
-Yhmm...
Poczekałam jeszcze z dwie minuty i ten cały Eric nie przyszedł.
-Najwidoczniej muszę się sama obsłużyć. Daj mi rękę
Powiedziałam do Harry'ego. Podał mi swoją dłoń
-Zayn dawaj rękę
-Harry'ego poprosiłaś a mnie to już nie łaska
-Oj nie gadaj tyle. Tylko proszę podaj mi swoją dłoń
-Bardzo proszę
Wyciągnął dłoń w moją stronę. Stanęłam na blacie a później na podłodze po drugiej stronie baru.
-Ej Mała co Ty robisz??
Wrzasnął ten cały Eric. Jak on mi działa na nerwach.
-Drinka nie widać
-Posłuchaj mnie uważnie. Ładna to Ty może jesteś, ale to nie znaczy, że masz wchodzić za bar i robić sobie drink....
-Nie robię sobie tylko bratu
-Nie przerywaj mi. Liczę to trzech, jeśli stąd nie pójdziesz to dzwonię po ochronę. 1...2...3! Wypad!
-Teraz Ty mnie posłuchaj. Po pierwsze wrzeszczeć to Ty se możesz na swoją babcie. Po drugie, żąć się swoimi majtkami a nie mną. Po trzecie, to Ty tu pracujesz tylko dlatego, że Max był winny Mark'owi przysługę, ale wiec, że nie długo jeszcze tu popracujesz. Ja już to załatwię. A teraz z łaski swojej się przesuń, jak nie chcesz, żebym Ci kark złamała.
-Widzę, że niegrzeczna jesteś
-Niegrzeczna to ja dopiero mogę być!!
-Ciekawe czy w łóżku też jesteś taka ostra
-Na pewno się nie przekonasz
-Założymy się??
-A założymy się, że wylecisz z pracy
-Śmieszna jesteś??
-Ach tak. A Mark jak dobrze, że jesteś. Eric zwalniał Cię
-Dlaczego?? Alex, ja Cie bardzo za niego przepraszam. Moja siostra jest chora, on potrzebuję tej pracy
-Nie poszuka gdzie indziej
-Kim Ty do cholery jesteś??
-Alex Malik. Właścicielka klubu
-Ale jak to??
-Normalnie
-Jaja sobie ze mnie robisz
-Nie
-Taka laska jak Ty jest właścicielką tak wielkiego klubu
-A co nie wierzysz
-Nie
-To się zaraz możesz przekonać
-Śmieszna jesteś??
-Mark zabierz tego gówniarza, bo mu zaraz kark połamie
-Możesz spróbować, ale nie sądzę, że zdołasz
-Eric! Idź zajmij się tamtą dziewczyną-Mark na niego wrzasnął
-Nie, bo on już tu nie pracuję
-Alex proszę porozmawiajmy
-Mark nie mam o czym. Decyzji nie zmienię
-Proszę
-Dobra, jeżeli ten gówniarz mnie przeprosi i będzie mi cały wieczór usługiwał może tu pracować
-Aż tak mnie jeszcze nie pojebało
-Dałam mu wybór, ale on nie chcę tego uszanować
-Alex daj nam chwilę-poprosił mnie Mark
-Minuta ani sekundy dłużej
Mark złapał Erick'a za rękę i zaprowadził na zaplecze
-Widzę, że ktoś Ci ciśnienie podniósł-powiedział Louis
-Zamknij się
-Dobra już. Tylko nie gryź
-Alex, ktoś ma coś Ci do powiedzenia-Mark się odsunął
-Przepraszam
-Przeprosiny przyjęte, ale to ma być ostatni raz. Nie musisz mnie obsługiwać dzisiaj
-Dzięki
-Spoko. Widzieliście Max'a??
-Tak. Usiadł w swojej loży
-Okay. Dzięki. To co pora się zabawić. Jess powtórka z przeszłości
-Jak najbardziej
-To się będzie działo-powiedział Zayn
-Ty nie byłeś lepszy-pokazałam mu język-Koniec gadania idziemy się bawić-poszliśmy do Max'a.
-Miśka. Jesteś już
-Cześć
-Na proszę, proszę kogo my widzimy Alexa Malik-powiedział jakiś chłopak. Już nie pamiętam jego imienia. Za dużo ich było
-Ta super
-Harry pozwolisz mi zatańczyć jeden taniec z Miśkom. Wiem, że Ciebie kocha i na pewno Cię nie zdradzi, ale w naszym tańcu są trochę dwuznaczne ruchy, więc możemy??-Max spytał Harry'ego
-Jeden-uśmiechnęłam się. Podeszłam do Harry'ego i go pocałowałam
-Oj dobra chodź już-Max pociągnął mnie za rękę. Weszliśmy na parkiet. Gdy DJ nas zobaczył włączył naszą ulubioną składankę piosenek. Wczułam się w muzykę. Gdy piosenka się skończyła było mi gorąco.
-Bardzo Cię dziękuję Miśka-Max mnie przytulił
-To nie mi dziękuj tylko Harry'em
-Nie mówię o tańcu
-A o czym??
-O wszystkim. O tym co było między nami i że zmieniłaś mnie
-Cała przyjemność po mojej stronie-Max cmoknął mnie w policzek. On poszedł do stolika a ja do baru po shot'a. Wypiłam i poszłam do Jess. Poszłyśmy na parkiet. Wcale nie stawiała oporów. Świetnie się bawiłyśmy, po pewnym czasie chłopcy do nas dołączyli. W między czasie wypiłam jeszcze dziewięć shot'ów i Sex on the beach i Mexicola. Usiadłam obok Max'a i jego znajomych. Na stoliku leżała biały proszek
-Chcesz??-spytał mnie Max. Pokusa zbyt silna. Pokiwałam głową i wciągnęłam. Poszłam do Zayn'a
-A Ty co?? Znowu pączki wąchałaś-wytarłam twarz. Już dawno nie czułam się tak zajebiście. Impreza potrwała jeszcze cztery godziny. Najbardziej to ja byłam wstawiona. Później Louis i Niall. Potem Jess. Ellie, Soph i Zayn'em wypili po trzy drinki, Harry dwa a Liam jeden. Matt gdzieś nam zginą. Pewnie jeszcze siedzi z chłopakami. Parę razy się wywróciłam. Nagle przez nami stanęła jakaś grupka chłopaków. Teraz się będzie dziać
-Chodźmy w drugą stronę-powiedział Zayn. Odwróciliśmy a za nami też stali. Na początku stanęłam ja z Zayn'em. Ellie, Jess, i Soph stały z tyłu.
-Któż to. Czy to nie nasza Alex??
-Posłuchaj mnie uważnie. Daj nam spokojnie przejść a krzywda Cię się nie stanie
-Śmieszna jesteś złotko-spoliczkował mnie-Myślisz, że się Ciebie przestraszmy. Nie jesteś już z Max'em, więc możemy robić z Tobą co tylko chcemy. Twoi znajomi niech idą. Masz zostać tylko Ty. Macie minutę.-odeszli kawałek
-Idźcie
-Oszalałaś zrobią Ci krzywdę-krzyknął Harry
-Dam radę. Liam zabierz dziewczyny do domu. Spakujcie się i wracajcie do Londynu. Zabierz ze sobą Emily
-Zwariowałaś
-Pół minuty
-Idźcie. Zrozum, że oni wam krzywdę zrobią
-Nie zostawię Cię samej
-Alex jesteś pod wpływem narkotyków i alkoholu nie dasz rady. Niech dziewczyny idą a my tu zostajemy
-Kochasz mnie?
-Tak
-To idź. Proszę. Spotkamy się jutro w Londynie. Obiecuję
-Piętnaście sekund
-Idźcie już
-Ona ma rację. Idźcie-powiedział Zayn
-A Ty??-spytałam
-Zostaję
-Zayn, Perrie jest w ciąży a wiesz, że oni są niebezpieczni
-Moje dziecko i Perrie zrozumieją-płakałam. On nie może ze mną zostać. Oni są naprawdę niebezpieczni a jeśli coś mu się stanie. Jego dziecko musi mieć ojca
-Obiecaj mi, że jutro się spotkamy-Harry do mnie podszedł
-Obiecuję-pocałował mnie. Ja wiem, że to może być nasz ostatni pocałunek-Jak by mi się coś stało zaopiekuj się Angel
-Nic Ci się nie stanie. Rozumiesz
-Proszę
-Dobrze
-Idźcie i jedzcie do Londynu-poszli. Zayn złapał mnie za rękę-Nie musisz tego robić
-Muszę
-Widzę, że braciszek z Tobą został
-Czego chcecie??
-Żebyś cierpiała tak jak my
-Dlaczego to robicie?? Co wam to da??
-Pamiętasz jak nas spławiałaś, każdy potem się z nas śmiał
-I dlatego chcesz się na niej zemścić, dlatego, że byliście pośmiewiskiem całej szkoły
-Max wywalił nas z drużyny odkąd byli razem. Straciliśmy wtedy wszystko. Ona też straci-wyciągnął pistolet. Zamknęłam oczy i usłyszałam strzał
Ogłaszam, że od dziś zaczęłam wakacje.
Mam nadzieję, że się cieszycie. Nie obiecuję, ale postaram się, żeby rozdziały codziennie pojawiały się. Nie jednego dnia na każdym blogu, ale wiecie o co mi chodzi. Prowadzę sześć blogów. To przez sześć dni będę dodawać a siódmego dnia będę miała wolne. Takie mam palny, ale czy mi wypalą to tylko czas pokaże.
Proszę komentujcie. Nie chce was do niczego zmuszać ja tylko proszę, bo kiedy piszę to piszę dla siebie a kiedy publikuję to publikuję dla was. Serio to na prawdę ważne dla mnie.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, bo ja nie wiem co mam o nim myśleć. Nie wiem czemu, ale jak pisałam końcówkę to miałam łzy w oczach. Nie wiem dlaczego tak się stało.
Kocham Was <3
-C..co??
Spytałem z zdziwieniem. Dlaczego nie powiedziała mi, że ma klub?? Jestem ciekawy jakich rzecz o niej jeszcze nie wiem
-Ale co, co??
-Czemu mi nie powiedziałaś
-O czym??
-Alex
Krzyknąłem. Nie chciałem podnosić na nią głosy, samo tak jakoś wyszło
-Ja
Okrzyknęła mi. Alex ma chyba taki od ruch. Jak ktoś na nią krzyczy to ona od razu też podnosi głos
-Nie udawaj głupiej. Czemu mi nie powiedziałaś, że masz klub w zasadzie to dwa
-No tak jakoś wyszło
Cmoknęła w moją stronę i ruszyła do baru
-Daj jej spokój dawno jej tu nie było. A wiem, że nie chciała Ci na razie mówić, bo zastanawiała się nad sprzedaniem klubów, a kocha je bardzo
Zayn położył rękę na moim ramieniu. Nie byłem na nią zły tylko trochę mi się zrobiło przykro, że mi nie powiedziała. Ale tak najwidoczniej musiało być. Alex siedziała przy barze
*Oczami Alex*
Usiadłam przy barze. Harry zajął miejsce obok mnie.
-Kocham Cię. Wiesz
-Ja Ciebie też
Harry musnął mój policzek. Gdzie jest barman??
-Barman. Halo?? Siedzę tu i czekam aż ktoś łaskawie mi drinka poda
-Nie widzisz, że jestem zajęty. Przyjmuję inne zamówienia. Poczekaj chwilę, krzywda Ci się nie stanie.
-Co to za gówniarz??
Spytałam Daniela, który usiadł obok mnie.
-Eric
-Jaki Eric??
-Siostrzeniec Mark'a
-Kto go zatrudnił??
-Mark przyszedł do Max'a prosząc, żeby Eric mógł tu pracować
-I Max go zatrudnił go bez mojej wiedzy
-Yhmm...
Poczekałam jeszcze z dwie minuty i ten cały Eric nie przyszedł.
-Najwidoczniej muszę się sama obsłużyć. Daj mi rękę
Powiedziałam do Harry'ego. Podał mi swoją dłoń
-Zayn dawaj rękę
-Harry'ego poprosiłaś a mnie to już nie łaska
-Oj nie gadaj tyle. Tylko proszę podaj mi swoją dłoń
-Bardzo proszę
Wyciągnął dłoń w moją stronę. Stanęłam na blacie a później na podłodze po drugiej stronie baru.
-Ej Mała co Ty robisz??
Wrzasnął ten cały Eric. Jak on mi działa na nerwach.
-Drinka nie widać
-Posłuchaj mnie uważnie. Ładna to Ty może jesteś, ale to nie znaczy, że masz wchodzić za bar i robić sobie drink....
-Nie robię sobie tylko bratu
-Nie przerywaj mi. Liczę to trzech, jeśli stąd nie pójdziesz to dzwonię po ochronę. 1...2...3! Wypad!
-Teraz Ty mnie posłuchaj. Po pierwsze wrzeszczeć to Ty se możesz na swoją babcie. Po drugie, żąć się swoimi majtkami a nie mną. Po trzecie, to Ty tu pracujesz tylko dlatego, że Max był winny Mark'owi przysługę, ale wiec, że nie długo jeszcze tu popracujesz. Ja już to załatwię. A teraz z łaski swojej się przesuń, jak nie chcesz, żebym Ci kark złamała.
-Widzę, że niegrzeczna jesteś
-Niegrzeczna to ja dopiero mogę być!!
-Ciekawe czy w łóżku też jesteś taka ostra
-Na pewno się nie przekonasz
-Założymy się??
-A założymy się, że wylecisz z pracy
-Śmieszna jesteś??
-Ach tak. A Mark jak dobrze, że jesteś. Eric zwalniał Cię
-Dlaczego?? Alex, ja Cie bardzo za niego przepraszam. Moja siostra jest chora, on potrzebuję tej pracy
-Nie poszuka gdzie indziej
-Kim Ty do cholery jesteś??
-Alex Malik. Właścicielka klubu
-Ale jak to??
-Normalnie
-Jaja sobie ze mnie robisz
-Nie
-Taka laska jak Ty jest właścicielką tak wielkiego klubu
-A co nie wierzysz
-Nie
-To się zaraz możesz przekonać
-Śmieszna jesteś??
-Mark zabierz tego gówniarza, bo mu zaraz kark połamie
-Możesz spróbować, ale nie sądzę, że zdołasz
-Eric! Idź zajmij się tamtą dziewczyną-Mark na niego wrzasnął
-Nie, bo on już tu nie pracuję
-Alex proszę porozmawiajmy
-Mark nie mam o czym. Decyzji nie zmienię
-Proszę
-Dobra, jeżeli ten gówniarz mnie przeprosi i będzie mi cały wieczór usługiwał może tu pracować
-Aż tak mnie jeszcze nie pojebało
-Dałam mu wybór, ale on nie chcę tego uszanować
-Alex daj nam chwilę-poprosił mnie Mark
-Minuta ani sekundy dłużej
Mark złapał Erick'a za rękę i zaprowadził na zaplecze
-Widzę, że ktoś Ci ciśnienie podniósł-powiedział Louis
-Zamknij się
-Dobra już. Tylko nie gryź
-Alex, ktoś ma coś Ci do powiedzenia-Mark się odsunął
-Przepraszam
-Przeprosiny przyjęte, ale to ma być ostatni raz. Nie musisz mnie obsługiwać dzisiaj
-Dzięki
-Spoko. Widzieliście Max'a??
-Tak. Usiadł w swojej loży
-Okay. Dzięki. To co pora się zabawić. Jess powtórka z przeszłości
-Jak najbardziej
-To się będzie działo-powiedział Zayn
-Ty nie byłeś lepszy-pokazałam mu język-Koniec gadania idziemy się bawić-poszliśmy do Max'a.
-Miśka. Jesteś już
-Cześć
-Na proszę, proszę kogo my widzimy Alexa Malik-powiedział jakiś chłopak. Już nie pamiętam jego imienia. Za dużo ich było
-Ta super
-Harry pozwolisz mi zatańczyć jeden taniec z Miśkom. Wiem, że Ciebie kocha i na pewno Cię nie zdradzi, ale w naszym tańcu są trochę dwuznaczne ruchy, więc możemy??-Max spytał Harry'ego
-Jeden-uśmiechnęłam się. Podeszłam do Harry'ego i go pocałowałam
-Oj dobra chodź już-Max pociągnął mnie za rękę. Weszliśmy na parkiet. Gdy DJ nas zobaczył włączył naszą ulubioną składankę piosenek. Wczułam się w muzykę. Gdy piosenka się skończyła było mi gorąco.
-Bardzo Cię dziękuję Miśka-Max mnie przytulił
-To nie mi dziękuj tylko Harry'em
-Nie mówię o tańcu
-A o czym??
-O wszystkim. O tym co było między nami i że zmieniłaś mnie
-Cała przyjemność po mojej stronie-Max cmoknął mnie w policzek. On poszedł do stolika a ja do baru po shot'a. Wypiłam i poszłam do Jess. Poszłyśmy na parkiet. Wcale nie stawiała oporów. Świetnie się bawiłyśmy, po pewnym czasie chłopcy do nas dołączyli. W między czasie wypiłam jeszcze dziewięć shot'ów i Sex on the beach i Mexicola. Usiadłam obok Max'a i jego znajomych. Na stoliku leżała biały proszek
-Chcesz??-spytał mnie Max. Pokusa zbyt silna. Pokiwałam głową i wciągnęłam. Poszłam do Zayn'a
-A Ty co?? Znowu pączki wąchałaś-wytarłam twarz. Już dawno nie czułam się tak zajebiście. Impreza potrwała jeszcze cztery godziny. Najbardziej to ja byłam wstawiona. Później Louis i Niall. Potem Jess. Ellie, Soph i Zayn'em wypili po trzy drinki, Harry dwa a Liam jeden. Matt gdzieś nam zginą. Pewnie jeszcze siedzi z chłopakami. Parę razy się wywróciłam. Nagle przez nami stanęła jakaś grupka chłopaków. Teraz się będzie dziać
-Chodźmy w drugą stronę-powiedział Zayn. Odwróciliśmy a za nami też stali. Na początku stanęłam ja z Zayn'em. Ellie, Jess, i Soph stały z tyłu.
-Któż to. Czy to nie nasza Alex??
-Posłuchaj mnie uważnie. Daj nam spokojnie przejść a krzywda Cię się nie stanie
-Śmieszna jesteś złotko-spoliczkował mnie-Myślisz, że się Ciebie przestraszmy. Nie jesteś już z Max'em, więc możemy robić z Tobą co tylko chcemy. Twoi znajomi niech idą. Masz zostać tylko Ty. Macie minutę.-odeszli kawałek
-Idźcie
-Oszalałaś zrobią Ci krzywdę-krzyknął Harry
-Dam radę. Liam zabierz dziewczyny do domu. Spakujcie się i wracajcie do Londynu. Zabierz ze sobą Emily
-Zwariowałaś
-Pół minuty
-Idźcie. Zrozum, że oni wam krzywdę zrobią
-Nie zostawię Cię samej
-Alex jesteś pod wpływem narkotyków i alkoholu nie dasz rady. Niech dziewczyny idą a my tu zostajemy
-Kochasz mnie?
-Tak
-To idź. Proszę. Spotkamy się jutro w Londynie. Obiecuję
-Piętnaście sekund
-Idźcie już
-Ona ma rację. Idźcie-powiedział Zayn
-A Ty??-spytałam
-Zostaję
-Zayn, Perrie jest w ciąży a wiesz, że oni są niebezpieczni
-Moje dziecko i Perrie zrozumieją-płakałam. On nie może ze mną zostać. Oni są naprawdę niebezpieczni a jeśli coś mu się stanie. Jego dziecko musi mieć ojca
-Obiecaj mi, że jutro się spotkamy-Harry do mnie podszedł
-Obiecuję-pocałował mnie. Ja wiem, że to może być nasz ostatni pocałunek-Jak by mi się coś stało zaopiekuj się Angel
-Nic Ci się nie stanie. Rozumiesz
-Proszę
-Dobrze
-Idźcie i jedzcie do Londynu-poszli. Zayn złapał mnie za rękę-Nie musisz tego robić
-Muszę
-Widzę, że braciszek z Tobą został
-Czego chcecie??
-Żebyś cierpiała tak jak my
-Dlaczego to robicie?? Co wam to da??
-Pamiętasz jak nas spławiałaś, każdy potem się z nas śmiał
-I dlatego chcesz się na niej zemścić, dlatego, że byliście pośmiewiskiem całej szkoły
-Max wywalił nas z drużyny odkąd byli razem. Straciliśmy wtedy wszystko. Ona też straci-wyciągnął pistolet. Zamknęłam oczy i usłyszałam strzał
Ogłaszam, że od dziś zaczęłam wakacje.
Mam nadzieję, że się cieszycie. Nie obiecuję, ale postaram się, żeby rozdziały codziennie pojawiały się. Nie jednego dnia na każdym blogu, ale wiecie o co mi chodzi. Prowadzę sześć blogów. To przez sześć dni będę dodawać a siódmego dnia będę miała wolne. Takie mam palny, ale czy mi wypalą to tylko czas pokaże.
Proszę komentujcie. Nie chce was do niczego zmuszać ja tylko proszę, bo kiedy piszę to piszę dla siebie a kiedy publikuję to publikuję dla was. Serio to na prawdę ważne dla mnie.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, bo ja nie wiem co mam o nim myśleć. Nie wiem czemu, ale jak pisałam końcówkę to miałam łzy w oczach. Nie wiem dlaczego tak się stało.
Kocham Was <3
niedziela, 3 maja 2015
Rozdział 60
Wpadłam do pokoju. Od razu ruszyłam w kierunku szafy. Wywaliłam z niej wszystko. I znalazłam. Moją sukienkę. Jestem ciekawa, czy się w nią wcisnę. Chyba aż tak bardzo nie przytyłam. Wzięłam strój i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Po dwudziestu minutach wyszłam z kabiny. Wytarła się i przybrałam. Potem zrobiłam makijaż. Wszystko zajęło mi 45 minut. Wyszłam z łazienki i poszłam z powrotem do pokoju po kurtkę i torebkę. Gdy zeszłam na dół wszyscy już na mnie czekali. Jess była ubrana w śliczną niebieską sukienkę. Soph za to miała granatową sukienkę bez ramiączek. Za to Ellie miała sukienkę na ramiączka.
-Oj Ali-powiedziała Em
-Co??
-Nic. Ślicznie wyglądasz-przytuliłam mnie-Beck byłby zadowolony-dlaczego ona wspomniała o nim. No tak on ma dziś urodziny. Na tą myśl zachciało mi się płakać. W jej jak i w moich oczach można dostrzec łzy.
-Jestem najgorszą przyjaciółką-powiedziałam łamiącym się głosem
-Nie prawda
-Prawda
-Dlaczego tak mówisz??
-Twój brat ma dziś urodziny a ja zostawiam Cię samą i zamiast ryczeć obydwie będziesz ryczała sama. Dzwonie do Max'a i powiem mu, że nie mogę przyjść
-On by chciał żebyś poszła
-Ale....
-Nie ma żadnych ale. Idź pokaż mu, że się nie mylił mówiąc, że jesteś silną dziewczyną
-Dobrze
-Nie rycz, bo się rozmażesz i kto Ci będzie poprawiał makijaż
-Ty
-No na pewnie nie-uśmiechnęłam się słabo-Zayn zabierz mi ją stąd, bo przez nią ja zaraz będę ryczeć
-Chodź idziemy, bo znając życie, będzie duża kolejka do wyjścia
-Z tym nie ma problemu-oznajmiłam mu
-No tak dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych
-No właśnie
-Wariatka. Pa wszystkim-powiedział Zayn. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi.
-To gdzie ten klub??-spytał Lou
-Piętnaście minut stąd-odpowiedziała mu Jess
-Jakie piętnaście??-spytałam ją
-No a niby nie
-Może i piętnaście ale od ciebie z domu a nie ode mnie
-No masz rację
-Wiem
-To ile od Ciebie??-spytała Soph
-Pół godziny-odpowiedział Zayn
-Ale idziemy moimi ścieżkami i może dojdziemy po dwudziestu pięciu minutach może po dwudziestu to zależy jak będziecie szli.
-Znając życie to Ty będziesz szła wolno-powiedział Matt
-Dziękuję Ci. Jesteś kochany
-Ależ nie ma za co-Matt cmoknął w moją stronę-Harry ja Ci radzę jej pilnować na tej imprezie
-Dlaczego??
-Nasz Miśka miała dużo kandydatów na chłopaka, większość z nich to byli napakowani zawodnicy szkolnej drużyny, a że Alex nie zadaję się z takimi ciotami spławiała ich. A dla takiego mięśniakach spławienie od ładnej dziewczyny to wstyd. Dużo z nich chcieli się zemścić na Alex, ale ona zaczęła chodzić z Max'em. A on był kapitanem szkolnej drużyny a jego ojciec trenerem i dyrektorem szkoły, więc sobie odpuścili a teraz gdy piękna Alex pojawi się na imprezie nie będąc już Max'a może być ciężko
-Ciężko to może być z nimi-odpowiedziałam mu-A szczególnie gdy się nieźle nawalę. To krew się może polać.
-W sumie racje. Każdy, kto zajdzie za skórę Alex musi wiedzieć, że ma przejebane do końca swojego życia.-spojrzałam na Lou. Bał się. Ale za bardzo kocham Ellie, żeby go skrzywdzić. Zresztą nie zasłużył na to. Matt mówił Harry'emu a tym jak każdy chłopak chciał ze mną chodzić i jak się biła z kim popadnie. Bałam się, że zacznie mówić o nim.
-Nie wiem jak Ty zdobyłeś jej serce i jak szybko Ci uległa, ale jej pierwszym chłopakiem, któremu uległa był Beck.-moje obawy się potwierdziły
-Jak szybko??-spytał Harry. Nie ma prawa, być na niego zła. On nie wiem nic o nim
-Matt nie-powiedział Zayn
-Dlaczego?? Przecież Harry powinien wiedzieć, że jego dziewczyna po dwóch godzinach na imprezie wylądowała z nim w łóżku. Każdy później mówił, że zachowała się jak dziwka.-dlaczego on mi to robi.-Nasza Alex miała w tedy piętnaście lat. A może to Beck...-niech on lepiej skończy swoją wypowiedź, bo mu zaraz wpierdolę.
-Przyjemność Ci to sprawia??-stanęłam tuż przed nim. Przełknął głośno ślinę.
-Alex j..ja p...przep....
-Te przeprosiny to sobie w dupę wsadź. Dobrze wiesz, że mam wyrzuty sumienie, bo ciągle go gnębiłam a on się we mnie kocham. Mimo, że była z nim tylko tydzień, to był najcudowniejszy tydzień w moim życiu. Nie zapominaj, że Beck jest bratem Emily, dziewczyny, którą ponoć kochasz nad życie.
-Skąd to wiesz??-spytał niepewnie
-Nie powiesz jej tego, bo boisz się odtrącenie. Boisz się, że wyśmieje Cię tak jak ja to zrobiłam trzy lata temu.-nic nie odpowiedział-Już Ci mowę odebrało, aż tak Cię podniecam. Przyznaj, że nadal Cię kręcę
-Ja Cię na prawdę przepraszam. Nie chciałem. Nie powinienem wspominać o Beck'u. Przepraszam. Ja już lepiej pójdę. Przeproś Max'a ode mnie-odszedł. Łzy poleciały po moim policzku. Kurwa nie mogę pozwolić, żeby tak po prostu odszedł. Pobiegłam za nim
-Matt-zawołam go. Odwrócił się. Też płakał
-Alex ja przepraszam. Nie powinienem mówić o Beck'u.
-Zamknij się i mnie posłuchaj. Ja też Cię przepraszam nie powinnam wspominać o tym co było pomiędzy nami, ale wiesz jak reaguję na to jak ktoś o nim wspomina.
-Przepraszam Cię Ali. Przepraszam za wszystko co zrobiłem
-Nie to ja przepraszam. Kocham Cię debilu-pocałowałam go w policzek-Może w końcu pójdziemy na tą imprezę
-Okay
-A i powiedz Em co do niej czujesz. Teraz na pewno jej pomożesz
-Myślisz??
-Tak
-Okay. Powiem jej-doszliśmy do reszty.
-Co tak stoicie?? Idziemy czy nie??-spytałam. Zayn wywrócił oczami
-Idziemy-powiedział Lou. Taa...Lou. I co ja mam z nim zrobić?? Jutro nad tym pomyślę. Harry złapał mnie za rękę. Mój kochany. Szliśmy w ciszy gdy nagle Zayn się odezwał.
-Ali obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego na tej imprezie.
-Obiecuję Mamusiu
-Ali to nie jest śmiecznę
-Przepraszam Mamusiu
-Alex
-Coo??-Zayn zaczął się śmiać a ja z nim
-Nic. Kocham Cię
-Ja Ciebie też.-cmoknął mnie w policzek. Doszliśmy do mojego kochanego klubu. Stęskniłam się za nim.
-No to trochę postoimy-powiedział Niall. Ja, Jess, Zayn i Matt wybuchnęliśmy śmiechem-No co??
-Nic Niallerku. Tylko Alex ma tu bardzo ale to bardzo dobre znajomości.-Jess cmoknęłam go w nos.
-Chodźcie-powiedziałam. Jestem ciekawa czy mnie poznają. Ruszyłam w stronę wejścia.
-Kolejka jest?? Ślepa jesteś??-powiedział jakiś gówniarz. Spojrzałam na niego i pokazałam mu środkowy palec. Ruszyłam dalej. Złapał mnie za rękę. Harry zrobił krok w przód ale ja go powstrzymałam.-Nie dość, że ślepa to głucha.-zaśmiał się. Nadal milczałam. Irytowało go to. Spojrzałam na Zayn'a miał niezłą polewkę z tego. Puścił mi oczko. A ja wiedziałam co to znaczy. Uśmiechnęłam się-Hej księżniczko mówię do Ciebie.-spojrzałam na niego. Żal mi takich ludzi. Myślą, że są fajni a wcale nie są.-Wróć grzecznie do kolejki. A jeśli nie to możemy się trochę pobawić. Ładną masz tą sukienkę, ale bez niej było by Ci lepiej-ciągle nic nie mówiłam.-Głucha jesteś??-spytał.-Ej czy ona jest głucha??
-Nie-odpowiedziała mu Jess
-Ej stary daj spokój-powiedział jego kumpel, którego dobrze znałam. Był najlepszym kumplem Zayn'a zanim wyjechał.
-Dlaczego??
-Bo z nią się nie zadziera
-A co mi może zrobić?? Co najwyżej to obciągnąć-spojrzał na Daniela. Walnęłam do w kroczę, skulił się. Potem dostał z kolanka w brzuch. Wywrócił się.
-Nie, nie jestem głucha.-ukucnęłam-Wstań jak do Ciebie mówię-złapałam go za włosy i pociągnęłam do góry. Gdy już stanął na nogi.-Trzeba było posłuchać Daniela-walnęłam go w twarz. Upadł na ziemię.
-Oj Alex-powiedział Daniel
-No co??-spytałam rozbawiona
-Nic-uśmiechnął się-Miło Cię widzieć-przytulił mnie
-Ciebie również
-Przyjechałaś na zawsze
-Nie. Tylko na urodziny Max'a
-Ah no tak Max. Tęsknił za tobą. Czyli co wrócicie do siebie
-Nie
-Dlaczego??
-Mam narzeczonego-spojrzałam na Harry'ego
-Ooo....To gratuluję
-A twój brat...
-Stoi tam-wskazałam za Zazę. Daniel pokłócił się z Zayn'em zanim wyjechał
-Stary, ja przepraszam za to co powiedziałem-zaczął Daniel
-Ja też przepraszam-podali sobie ręce na zgodę
-Och jakie to słodkie a czy teraz możemy już iść
-Tak-powiedział Zayn
-W końcu-powiedziałam tak jakby do siebie. Ruszyłam a oni za mną. Dotarliśmy do głównych drzwi i drogę zagrodzili nam dwaj postawni ochroniarze. Jeden był ogolony a łyso. Odchrząknęłam. Jeden z nich zadrwił z mojej postawy.
-Mogę jakoś pomóc??-rzucił od niechcenia-Ustaw się w kolejce, jak każdy, Księżniczko.- przeniosłam wzrok a tego drugiego, który aktualnie sprawdzał dowód jakieś dziewczynie. Położyłam rękę na jego ramieniu na co momentalnie się odwrócił. Przepuścił dziewczynę i całą uwagę skupił na nas. Tamten drugi przejął jego wcześniejsze zadanie. Łysy mężczyzna założył dłonie na torsie i obrzucił mnie poirytowanym spojrzeniem.
-Wróć do kolejki, dziewczynko-zachichotał i odwrócił się do nas tyłem.
-Przepraszam-zakwestionowałam. Tym razem obydwaj ochroniarze odwrócili się w naszym kierunku. Obydwoje założyli ręce na piersi myśląc, że są straszni.
-Sugeruje ustawić się w kolejce, albo was stąd wykopię-powiedział ten łysy
-Wróćmy do kolejki-powiedział Harry. Nie spojrzałam w jego kierunku. Ale coraz bardziej się we mnie gotowało.
-To dobrze, upewnij się, że zabierzesz ze sobą tą nie mądrą dziewczynę-czy on mnie nazwał nie mądrą??!! Obydwoje stali już do nas tyłem. Zaciskałam ręce ze złości
-Serio nie mamy nic przeciwko stania w kolejce-powiedział tym razem Louis. Nie przejęłam się tym.
-Joe!!-rzuciłam rozgniewanym tonem. Łysy ochroniarz spojrzał na mnie, a w jego oczach momentalnie pojawił się strach.
-Alex my naprawdę nie mamy nic do tego, że będziemy stać w kolejce-powiedziała zaniepokojona Ellie.
-Nie wydaję mi się, żeby to był właściwy ton to rozmowy z właścicielką tego klubu
-Proszę pani....P..przepraszamy za n..nasz b..błąd-obaj ochroniarze wyprostowali się i całkiem zmienili swoje nastawienie.
-Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy-ostrzegłam.-Następnym razem przeprosiny nie wystarczą. Zrozumiano?? Porozmawiam jutro z Max'em na wasz temat. A co do twojego partnera...-spojrzałam na tego drugiego. Koleś stał całkowicie spięty.-Imię??
-Jack, p..proszę pani- nie brzmiał tak pewnie jak chwile temu.
-Jack Brooks. Wiele o tobie słyszałam i jestem pewna, że nie chciałbyś, żeby dowiedział się o tym Max.
-Pro...-Joe, chwycił go za ramię, uciszając małym skinięciem głowy
-Wiem o wiele więcej, niż się panu wydaje panie Brooks. Następnym razem nich pan bardziej uważa. Proszę potraktować to jako ostanie ostrzeżenie-rzuciłam wzrokiem przez szczelinę w drzwiach, po czym obydwu odprawiłam skinieniem głowy. Przeszliśmy przez drzwi. Odwróciłam głowę i spojrzałam na ochroniarzy, którzy oddychali z wielką ulgą. Uśmiechnęłam się na ten widok.
-Jak to możliwe, że Ty taka drobna dziewczyna potrafi onieśmielić i wpłynąć na dwóch potężnych facetów??-spytał Li
-Mam swoje sposoby
-A tak swoją drogą to twój klub??-spytał tym razem Harry
-Jeden z dwóch
-Oj Ali-powiedziała Em
-Co??
-Nic. Ślicznie wyglądasz-przytuliłam mnie-Beck byłby zadowolony-dlaczego ona wspomniała o nim. No tak on ma dziś urodziny. Na tą myśl zachciało mi się płakać. W jej jak i w moich oczach można dostrzec łzy.
-Jestem najgorszą przyjaciółką-powiedziałam łamiącym się głosem
-Nie prawda
-Prawda
-Dlaczego tak mówisz??
-Twój brat ma dziś urodziny a ja zostawiam Cię samą i zamiast ryczeć obydwie będziesz ryczała sama. Dzwonie do Max'a i powiem mu, że nie mogę przyjść
-On by chciał żebyś poszła
-Ale....
-Nie ma żadnych ale. Idź pokaż mu, że się nie mylił mówiąc, że jesteś silną dziewczyną
-Dobrze
-Nie rycz, bo się rozmażesz i kto Ci będzie poprawiał makijaż
-Ty
-No na pewnie nie-uśmiechnęłam się słabo-Zayn zabierz mi ją stąd, bo przez nią ja zaraz będę ryczeć
-Chodź idziemy, bo znając życie, będzie duża kolejka do wyjścia
-Z tym nie ma problemu-oznajmiłam mu
-No tak dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych
-No właśnie
-Wariatka. Pa wszystkim-powiedział Zayn. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi.
-To gdzie ten klub??-spytał Lou
-Piętnaście minut stąd-odpowiedziała mu Jess
-Jakie piętnaście??-spytałam ją
-No a niby nie
-Może i piętnaście ale od ciebie z domu a nie ode mnie
-No masz rację
-Wiem
-To ile od Ciebie??-spytała Soph
-Pół godziny-odpowiedział Zayn
-Ale idziemy moimi ścieżkami i może dojdziemy po dwudziestu pięciu minutach może po dwudziestu to zależy jak będziecie szli.
-Znając życie to Ty będziesz szła wolno-powiedział Matt
-Dziękuję Ci. Jesteś kochany
-Ależ nie ma za co-Matt cmoknął w moją stronę-Harry ja Ci radzę jej pilnować na tej imprezie
-Dlaczego??
-Nasz Miśka miała dużo kandydatów na chłopaka, większość z nich to byli napakowani zawodnicy szkolnej drużyny, a że Alex nie zadaję się z takimi ciotami spławiała ich. A dla takiego mięśniakach spławienie od ładnej dziewczyny to wstyd. Dużo z nich chcieli się zemścić na Alex, ale ona zaczęła chodzić z Max'em. A on był kapitanem szkolnej drużyny a jego ojciec trenerem i dyrektorem szkoły, więc sobie odpuścili a teraz gdy piękna Alex pojawi się na imprezie nie będąc już Max'a może być ciężko
-Ciężko to może być z nimi-odpowiedziałam mu-A szczególnie gdy się nieźle nawalę. To krew się może polać.
-W sumie racje. Każdy, kto zajdzie za skórę Alex musi wiedzieć, że ma przejebane do końca swojego życia.-spojrzałam na Lou. Bał się. Ale za bardzo kocham Ellie, żeby go skrzywdzić. Zresztą nie zasłużył na to. Matt mówił Harry'emu a tym jak każdy chłopak chciał ze mną chodzić i jak się biła z kim popadnie. Bałam się, że zacznie mówić o nim.
-Nie wiem jak Ty zdobyłeś jej serce i jak szybko Ci uległa, ale jej pierwszym chłopakiem, któremu uległa był Beck.-moje obawy się potwierdziły
-Jak szybko??-spytał Harry. Nie ma prawa, być na niego zła. On nie wiem nic o nim
-Matt nie-powiedział Zayn
-Dlaczego?? Przecież Harry powinien wiedzieć, że jego dziewczyna po dwóch godzinach na imprezie wylądowała z nim w łóżku. Każdy później mówił, że zachowała się jak dziwka.-dlaczego on mi to robi.-Nasza Alex miała w tedy piętnaście lat. A może to Beck...-niech on lepiej skończy swoją wypowiedź, bo mu zaraz wpierdolę.
-Przyjemność Ci to sprawia??-stanęłam tuż przed nim. Przełknął głośno ślinę.
-Alex j..ja p...przep....
-Te przeprosiny to sobie w dupę wsadź. Dobrze wiesz, że mam wyrzuty sumienie, bo ciągle go gnębiłam a on się we mnie kocham. Mimo, że była z nim tylko tydzień, to był najcudowniejszy tydzień w moim życiu. Nie zapominaj, że Beck jest bratem Emily, dziewczyny, którą ponoć kochasz nad życie.
-Skąd to wiesz??-spytał niepewnie
-Nie powiesz jej tego, bo boisz się odtrącenie. Boisz się, że wyśmieje Cię tak jak ja to zrobiłam trzy lata temu.-nic nie odpowiedział-Już Ci mowę odebrało, aż tak Cię podniecam. Przyznaj, że nadal Cię kręcę
-Ja Cię na prawdę przepraszam. Nie chciałem. Nie powinienem wspominać o Beck'u. Przepraszam. Ja już lepiej pójdę. Przeproś Max'a ode mnie-odszedł. Łzy poleciały po moim policzku. Kurwa nie mogę pozwolić, żeby tak po prostu odszedł. Pobiegłam za nim
-Matt-zawołam go. Odwrócił się. Też płakał
-Alex ja przepraszam. Nie powinienem mówić o Beck'u.
-Zamknij się i mnie posłuchaj. Ja też Cię przepraszam nie powinnam wspominać o tym co było pomiędzy nami, ale wiesz jak reaguję na to jak ktoś o nim wspomina.
-Przepraszam Cię Ali. Przepraszam za wszystko co zrobiłem
-Nie to ja przepraszam. Kocham Cię debilu-pocałowałam go w policzek-Może w końcu pójdziemy na tą imprezę
-Okay
-A i powiedz Em co do niej czujesz. Teraz na pewno jej pomożesz
-Myślisz??
-Tak
-Okay. Powiem jej-doszliśmy do reszty.
-Co tak stoicie?? Idziemy czy nie??-spytałam. Zayn wywrócił oczami
-Idziemy-powiedział Lou. Taa...Lou. I co ja mam z nim zrobić?? Jutro nad tym pomyślę. Harry złapał mnie za rękę. Mój kochany. Szliśmy w ciszy gdy nagle Zayn się odezwał.
-Ali obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego na tej imprezie.
-Obiecuję Mamusiu
-Ali to nie jest śmiecznę
-Przepraszam Mamusiu
-Alex
-Coo??-Zayn zaczął się śmiać a ja z nim
-Nic. Kocham Cię
-Ja Ciebie też.-cmoknął mnie w policzek. Doszliśmy do mojego kochanego klubu. Stęskniłam się za nim.
-No to trochę postoimy-powiedział Niall. Ja, Jess, Zayn i Matt wybuchnęliśmy śmiechem-No co??
-Nic Niallerku. Tylko Alex ma tu bardzo ale to bardzo dobre znajomości.-Jess cmoknęłam go w nos.
-Chodźcie-powiedziałam. Jestem ciekawa czy mnie poznają. Ruszyłam w stronę wejścia.
-Kolejka jest?? Ślepa jesteś??-powiedział jakiś gówniarz. Spojrzałam na niego i pokazałam mu środkowy palec. Ruszyłam dalej. Złapał mnie za rękę. Harry zrobił krok w przód ale ja go powstrzymałam.-Nie dość, że ślepa to głucha.-zaśmiał się. Nadal milczałam. Irytowało go to. Spojrzałam na Zayn'a miał niezłą polewkę z tego. Puścił mi oczko. A ja wiedziałam co to znaczy. Uśmiechnęłam się-Hej księżniczko mówię do Ciebie.-spojrzałam na niego. Żal mi takich ludzi. Myślą, że są fajni a wcale nie są.-Wróć grzecznie do kolejki. A jeśli nie to możemy się trochę pobawić. Ładną masz tą sukienkę, ale bez niej było by Ci lepiej-ciągle nic nie mówiłam.-Głucha jesteś??-spytał.-Ej czy ona jest głucha??
-Nie-odpowiedziała mu Jess
-Ej stary daj spokój-powiedział jego kumpel, którego dobrze znałam. Był najlepszym kumplem Zayn'a zanim wyjechał.
-Dlaczego??
-Bo z nią się nie zadziera
-A co mi może zrobić?? Co najwyżej to obciągnąć-spojrzał na Daniela. Walnęłam do w kroczę, skulił się. Potem dostał z kolanka w brzuch. Wywrócił się.
-Nie, nie jestem głucha.-ukucnęłam-Wstań jak do Ciebie mówię-złapałam go za włosy i pociągnęłam do góry. Gdy już stanął na nogi.-Trzeba było posłuchać Daniela-walnęłam go w twarz. Upadł na ziemię.
-Oj Alex-powiedział Daniel
-No co??-spytałam rozbawiona
-Nic-uśmiechnął się-Miło Cię widzieć-przytulił mnie
-Ciebie również
-Przyjechałaś na zawsze
-Nie. Tylko na urodziny Max'a
-Ah no tak Max. Tęsknił za tobą. Czyli co wrócicie do siebie
-Nie
-Dlaczego??
-Mam narzeczonego-spojrzałam na Harry'ego
-Ooo....To gratuluję
-A twój brat...
-Stoi tam-wskazałam za Zazę. Daniel pokłócił się z Zayn'em zanim wyjechał
-Stary, ja przepraszam za to co powiedziałem-zaczął Daniel
-Ja też przepraszam-podali sobie ręce na zgodę
-Och jakie to słodkie a czy teraz możemy już iść
-Tak-powiedział Zayn
-W końcu-powiedziałam tak jakby do siebie. Ruszyłam a oni za mną. Dotarliśmy do głównych drzwi i drogę zagrodzili nam dwaj postawni ochroniarze. Jeden był ogolony a łyso. Odchrząknęłam. Jeden z nich zadrwił z mojej postawy.
-Mogę jakoś pomóc??-rzucił od niechcenia-Ustaw się w kolejce, jak każdy, Księżniczko.- przeniosłam wzrok a tego drugiego, który aktualnie sprawdzał dowód jakieś dziewczynie. Położyłam rękę na jego ramieniu na co momentalnie się odwrócił. Przepuścił dziewczynę i całą uwagę skupił na nas. Tamten drugi przejął jego wcześniejsze zadanie. Łysy mężczyzna założył dłonie na torsie i obrzucił mnie poirytowanym spojrzeniem.
-Wróć do kolejki, dziewczynko-zachichotał i odwrócił się do nas tyłem.
-Przepraszam-zakwestionowałam. Tym razem obydwaj ochroniarze odwrócili się w naszym kierunku. Obydwoje założyli ręce na piersi myśląc, że są straszni.
-Sugeruje ustawić się w kolejce, albo was stąd wykopię-powiedział ten łysy
-Wróćmy do kolejki-powiedział Harry. Nie spojrzałam w jego kierunku. Ale coraz bardziej się we mnie gotowało.
-To dobrze, upewnij się, że zabierzesz ze sobą tą nie mądrą dziewczynę-czy on mnie nazwał nie mądrą??!! Obydwoje stali już do nas tyłem. Zaciskałam ręce ze złości
-Serio nie mamy nic przeciwko stania w kolejce-powiedział tym razem Louis. Nie przejęłam się tym.
-Joe!!-rzuciłam rozgniewanym tonem. Łysy ochroniarz spojrzał na mnie, a w jego oczach momentalnie pojawił się strach.
-Alex my naprawdę nie mamy nic do tego, że będziemy stać w kolejce-powiedziała zaniepokojona Ellie.
-Nie wydaję mi się, żeby to był właściwy ton to rozmowy z właścicielką tego klubu
-Proszę pani....P..przepraszamy za n..nasz b..błąd-obaj ochroniarze wyprostowali się i całkiem zmienili swoje nastawienie.
-Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy-ostrzegłam.-Następnym razem przeprosiny nie wystarczą. Zrozumiano?? Porozmawiam jutro z Max'em na wasz temat. A co do twojego partnera...-spojrzałam na tego drugiego. Koleś stał całkowicie spięty.-Imię??
-Jack, p..proszę pani- nie brzmiał tak pewnie jak chwile temu.
-Jack Brooks. Wiele o tobie słyszałam i jestem pewna, że nie chciałbyś, żeby dowiedział się o tym Max.
-Pro...-Joe, chwycił go za ramię, uciszając małym skinięciem głowy
-Wiem o wiele więcej, niż się panu wydaje panie Brooks. Następnym razem nich pan bardziej uważa. Proszę potraktować to jako ostanie ostrzeżenie-rzuciłam wzrokiem przez szczelinę w drzwiach, po czym obydwu odprawiłam skinieniem głowy. Przeszliśmy przez drzwi. Odwróciłam głowę i spojrzałam na ochroniarzy, którzy oddychali z wielką ulgą. Uśmiechnęłam się na ten widok.
-Jak to możliwe, że Ty taka drobna dziewczyna potrafi onieśmielić i wpłynąć na dwóch potężnych facetów??-spytał Li
-Mam swoje sposoby
-A tak swoją drogą to twój klub??-spytał tym razem Harry
-Jeden z dwóch
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 59
Poszłam do łazienki umyć ręce. Gdy wychodziłam wpadłam na Louis'a
-Przepraszam-powiedział i chciałam go wyminąć, bo nie miałam zamiaru z nim rozmawiać, ale Lou mnie zatrzymał.
-Alex czy Tobie naprawdę przeszło, czy tylko tak powiedziałaś, żeby nie denerwować Ellie
-A jak myślisz??
-Powiedziałaś tak, żeby jej nie denerwować
-Brawo geniuszu. I na tym zakończmy naszą rozmowę, bo ja powiem coś za dużo i Ty powiesz za dużo i oboje ucierpimy-wyminęłam go i zaszłam na dół. Uśmiechnęłam się, bo nie chciałam, żeby ktoś zobaczył, że jestem smutna a szczególnie nie chcę, żeby Harry widział. Zayn się pewnie domyśla, ale Hazz nic nie wiem. I tak będzie lepiej. Nie chce go martwić. Moja córka siedziała Harry'emu na kolanach.
-Alex ja nie idę na tą imprezę-zakomunikowała mi Emily
-Dlaczego??
-Za bardzo by mnie korciło. A znając Max'a nie obejdzie się bez...
-Wiesz co Em nie kończ, bo jak nasza Mama usłyszy to nie pozwoli Alex iść
-Okay. Ale wiemy o co chodzi. I po prostu nie chce
-Wiem, ale teraz stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji
-Dlaczego??
-Bo stęskniłam się za imprezami Max'a i za moim kochanym klubem a z drugiej strony to bardzo Cię kocham i nie chcę tak, że Ty będziesz siedzieć w domu a ja będę na imprezie
-Idź i wyszalej się za nas w dwie
-Masz to jak w banku-podeszłam do niej i ją przytuliłam
-Gdzie jest Wali??-spytał Tata
-Na górze z Ashton'em. Zamknęli się w pokoju.-odpowiedziała Soff
-Ale, że oni mogą tak w pokoju. Gdzie jest tyle osób??-powiedział Zayn-No ja bym nie mógł się kochać z Perrie jak rodzice są w domu-dodał. Wybuchnęłam śmiechem
-Boże Zayn love you-powiedziałam, opanowując się
-A Ciebie to na górze słychać-powiedziała Wali
-Dobrze, że Alex głośno się śmiała. Inaczej słychać...-przerwałam Zayn'owi
-Zamknij się już
-Dowiem się co Ciebie tak rozśmieszyło
-Twój brat gada głupoty
-Alex kiedy wy idziecie na tą imprezę-spytała Mama
-Dziś a co??
-Bo z Mamą mieliśmy wyjechać na weekend-powiedział Tata
-Ale tak to odwołamy nasz wyjazd-dodała Mama
-Nie, nie, nie. Ja znajdę kogoś innego
-Na pewno??
-Tak
-Dobrze
-Dani
-Na mnie nie licz. Ja dziś wyjeżdżam
-Sorry zapomniała. Soff
-Na mnie nie patrz, bo ja się z koleżankami umówiłam-zakomunikowała mi moja najmłodsza siostra
- No dobra. Wali nie masz wyjścia. Zostajesz z An
-Nie ma mowy.-krzyknęła-Umówiła się z Ashton'en. Chodź Ash idziemy
-Ale zaraz obiad-powiedział Mama
-I co z tego?? Zjemy na mieście-co ona powiedziała. Nie no trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam. Mamie zrobiło się cholernie smutno. Kurwa nie dziwie jej się. Pierwszy raz od dawna jesteś wszyscy. Ja, An, Harry, Zayn, Perrie, Dani, Soff, Wali i Ashton. A ta mi mówi, że wychodzi.
-Przepraszam-powiedziała i poszła na górę. Tata poszedł za nią
-Możesz mi powiedzieć co Ty kurwa odpierdalasz. Wiesz, że mamie się przykro zrobiło-zaczęłam na nią krzyczeć
-Bo powiedziałam, że zjemy na mieście. Nie rób z tego takiej wielkiej afery. A tak swoją drogę nie zajmę się Angel, bo to twoja córka i to Ty powinnaś się nią zająć a nie ktoś inny. Myślisz tylko o sobie. Jesteś zbyt zajęta swoim tyłkiem i nie zwracasz uwagi na innych. Nie masz nawet czasu dla własnej córki-jej słowa mnie zabolały. Bardzo mnie zabolały.-Jeżeli nie chciałaś mieć dziecka to trzeba było się nie puszczać-nie wytrzymałam i ją spoliczkowałam-Ja już nie mam starszej siostry. Dla już jesteś nikim-Wali złapał Ashton'a za rękę i wyszła z domu. Pobiegła do swojego pokoju. Wzięłam papierosy z szafki i wyszłam na dach. Wyjęłam z paczki papierosa i go podpaliłam. Zaciągnęłam się. Łzy spływały po moich policzkach.
-To samo powiedział Tommo-Zayn usiadł obok mnie
-Tak. Zayn co jest ze mną nie tak. Chcę żeby było dobrze. Chcę być dobrą matką, ale nie potrafię.
-Co się stało z tą dziewczyną, która stawiała czoła wszystkim problemom.
-Umarła.
-Nie umarła. Jest tam gdzieś w środku uwięziona. Z Tobą jest wszystko dobrze to wali się zmieniła. Ty chcesz być dobrą, ale wiesz dlaczego tak jest??
-Nie
-Bo byłaś jaka byłaś, a teraz masz cudownego narzeczonego i wspaniałą córkę i chcesz się zmienić, ale nie potrafisz, bo nie jesteś sobą.
-To co mam zrobić??
-Być sobą. Spójrz na swoje lewe przed ramie - były tam moje dwa motta. Wytatuowałam je jak miała 15 lat.-I co tam jest napisane??-spytał Zayn
-I smile, becouse I have no idea what's going on
-A drugi??
-Never lose hope and never give up
-Właśnie. Nie poddawaj się i uśmiechnij się, bo nie wiesz co będzie dalej
-Kocham Cię Zayn
-Ja ciebie też. Zostanę z Angel. Pezza i tak nie idzie.
-A i myślałam, że będzie tak jak kiedyś
-Zobaczymy. Pogadasz z Tommo
-Nie teraz
-Dobrze, nie będę naciskał-uśmiechnęłam się-Zjedźmy już, bo Angel płakał jak szedłem do Ciebie
-Teraz mi to mówisz. Złaź szybko-Zayn zszedł a ja za nim. Zbiegłam na dół. Angel przytulała się do Harry'ego. An spojrzała na mnie swoim dużymi zapłakanymi oczkami.
-Mamusiu-Harry puścił ją. Mała podbiegło do mnie. Wzięłam ją na ręce-Czy to moja wina, że pokłóciłaś się z ciocią i babcia płaczę
-Nie skarbie. To moja wina
-Mamusiu kocham Cię. Bardzo mocno Cię kocham
-Ja Ciebie też bardzo mocno kocham. wiem, że mało czasu spędzam z Tobą czasu i obiecuję, że to się zmieni
-I tak będę Cię kochać mamusiu.-po moich policzkach zaczęły spływać łzy-Nie płacz mamusiu-mała wytarła mi łzy
-Al zostanę z mała-powiedziała Pezza-Ja i tak nie idę
-Na pewno??
-Tak
-A mogę mieć do Ciebie prośbę
-No
-Przekonasz Zayn'a, żeby poszedł z nami, bo chcę żeby było jak dawniej
-Okay. Pogadam z nim
-Kochana jesteś. A gdzie jest Mama??
-Jeszcze nie zeszła-w tym momencie rodzice zeszli na dół. W ręku trzymając walizkę
-Mamo-przytuliłam się do niej
-Alex. Będzie dobrze-dlaczego ona zawsze jest taka opanowana
-Jedziecie już??-spytał Zayn
-Tak. Dan a Ty kiedy jedziesz??-spytał Tata
-Za chwilę
-No dobrze. Alex życzę wam udanej zabawy
-Dziękuję Mamo. Ja wam również życzę udanego wyjazdu
-Dziękujemy -rodzice pożegnali się ze wszystkimi i wyszli z domu. parę minut po rodzicach wyszła Dani.
-Proponuję, że w końcu zjemy ten obiad-powiedział Niall
-A Ty jak zwykle o jedzeniu-powiedział Zayn
-A coś Ci się nie podoba-odpowiedziała mu Jess.
-Dobra. Dajcie spokój. Już idę po ten obiad. Harry pomóż mi. \-powiedziałam do kuchni
-Kochanie. Wiesz, że Cię kocham-Hazza musnął moje usta
-Ja Ciebie też-wzięłam naczynia, z jedzeniem i zaniosłam na stół. Po pół godzinie zaniosła brudne naczynia do kuchni. Wróciła do salonu.
-Zayn to co idziesz??-spytałam go
-Nie wiem.
-Idź ja sobie poradze. emily ze mną zostanie-powiedziała Pezza
-Na pewno??
-Tak
-Jupi. Zayn idzie z nami-przytuliłam go. Ktoś wszedł do domu. Spojrzałam na drzwi.
-Max naucz się pukać
-Miśka nie denerwuj się tak
-Co tam??-spytał Zaz
-O siema Zayn
-Siema
-Słuchaj Alex jest sprawa
-Mam się bać
-Nie, ale wolałbym w cztery oczy
-Okay chodź
-Do Ciebie??
-Tak-poszliśmy na górę
-Wiedzę, że nic tu się nie zmieniło
-No
-I nadal masz to zdjęcie-wziął do ręki zdjęcie, które stało na komodzie. Na zdjęciu byłam ja i on.
-dobra mów teraz co jest
-Założyłem się z kumplami, że Cię przelecę na tej imprezie. A nie chcę tego zrobić, bo za bardzo Cię kocham.
-Wow. Zszokowało mnie to.
-wiem. Dlatego Ci to powiedziałem. Proszę uważaj na siebie na imprezie. Ja na pewno tego nie zrobię
-Ale tak to wyjdziesz na cieniasa
-Wolę wyjść na cieniasa niż zgwałcić najlepszą przyjaciółkę
-Max...
-Cicho-chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam
-Nie mogę. Kocham Harry'ego
-To ja przepraszam
-W razie czego wiesz gdzie dzwonić. wiesz, że lubie kopać innym tyłki
-Wiem. Ale uważaj. Proszę
-Dobrze Tato
-Miśka
-Ja...Chodź na dół
-Dobra.-zeszliśmy do salonu-Ja lecę. Spotykamy się wieczorem.-pożegnałam się z nim. Max podszedł do Harry'ego-Gratuluję
-Czego??
-Alex
-Dzięki
-Ta dziewczyna warta jest miłości
-Wiem
-Debil-powiedziała
-Tak też Cię lubię. pa Miśka
-Cześć-wyszedł-Gdzie jest Soff??
-Poszła do koleżanki.
-A okay
-Alex czy nie powinnaś się już szykować na imprezę-powiedziała Em
-A która jest
-18:26
-No to teraz mi to mówisz-pobiegłam na górę, aż się za mną kurzyło
-Przepraszam-powiedział i chciałam go wyminąć, bo nie miałam zamiaru z nim rozmawiać, ale Lou mnie zatrzymał.
-Alex czy Tobie naprawdę przeszło, czy tylko tak powiedziałaś, żeby nie denerwować Ellie
-A jak myślisz??
-Powiedziałaś tak, żeby jej nie denerwować
-Brawo geniuszu. I na tym zakończmy naszą rozmowę, bo ja powiem coś za dużo i Ty powiesz za dużo i oboje ucierpimy-wyminęłam go i zaszłam na dół. Uśmiechnęłam się, bo nie chciałam, żeby ktoś zobaczył, że jestem smutna a szczególnie nie chcę, żeby Harry widział. Zayn się pewnie domyśla, ale Hazz nic nie wiem. I tak będzie lepiej. Nie chce go martwić. Moja córka siedziała Harry'emu na kolanach.
-Alex ja nie idę na tą imprezę-zakomunikowała mi Emily
-Dlaczego??
-Za bardzo by mnie korciło. A znając Max'a nie obejdzie się bez...
-Wiesz co Em nie kończ, bo jak nasza Mama usłyszy to nie pozwoli Alex iść
-Okay. Ale wiemy o co chodzi. I po prostu nie chce
-Wiem, ale teraz stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji
-Dlaczego??
-Bo stęskniłam się za imprezami Max'a i za moim kochanym klubem a z drugiej strony to bardzo Cię kocham i nie chcę tak, że Ty będziesz siedzieć w domu a ja będę na imprezie
-Idź i wyszalej się za nas w dwie
-Masz to jak w banku-podeszłam do niej i ją przytuliłam
-Gdzie jest Wali??-spytał Tata
-Na górze z Ashton'em. Zamknęli się w pokoju.-odpowiedziała Soff
-Ale, że oni mogą tak w pokoju. Gdzie jest tyle osób??-powiedział Zayn-No ja bym nie mógł się kochać z Perrie jak rodzice są w domu-dodał. Wybuchnęłam śmiechem
-Boże Zayn love you-powiedziałam, opanowując się
-A Ciebie to na górze słychać-powiedziała Wali
-Dobrze, że Alex głośno się śmiała. Inaczej słychać...-przerwałam Zayn'owi
-Zamknij się już
-Dowiem się co Ciebie tak rozśmieszyło
-Twój brat gada głupoty
-Alex kiedy wy idziecie na tą imprezę-spytała Mama
-Dziś a co??
-Bo z Mamą mieliśmy wyjechać na weekend-powiedział Tata
-Ale tak to odwołamy nasz wyjazd-dodała Mama
-Nie, nie, nie. Ja znajdę kogoś innego
-Na pewno??
-Tak
-Dobrze
-Dani
-Na mnie nie licz. Ja dziś wyjeżdżam
-Sorry zapomniała. Soff
-Na mnie nie patrz, bo ja się z koleżankami umówiłam-zakomunikowała mi moja najmłodsza siostra
- No dobra. Wali nie masz wyjścia. Zostajesz z An
-Nie ma mowy.-krzyknęła-Umówiła się z Ashton'en. Chodź Ash idziemy
-Ale zaraz obiad-powiedział Mama
-I co z tego?? Zjemy na mieście-co ona powiedziała. Nie no trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam. Mamie zrobiło się cholernie smutno. Kurwa nie dziwie jej się. Pierwszy raz od dawna jesteś wszyscy. Ja, An, Harry, Zayn, Perrie, Dani, Soff, Wali i Ashton. A ta mi mówi, że wychodzi.
-Przepraszam-powiedziała i poszła na górę. Tata poszedł za nią
-Możesz mi powiedzieć co Ty kurwa odpierdalasz. Wiesz, że mamie się przykro zrobiło-zaczęłam na nią krzyczeć
-Bo powiedziałam, że zjemy na mieście. Nie rób z tego takiej wielkiej afery. A tak swoją drogę nie zajmę się Angel, bo to twoja córka i to Ty powinnaś się nią zająć a nie ktoś inny. Myślisz tylko o sobie. Jesteś zbyt zajęta swoim tyłkiem i nie zwracasz uwagi na innych. Nie masz nawet czasu dla własnej córki-jej słowa mnie zabolały. Bardzo mnie zabolały.-Jeżeli nie chciałaś mieć dziecka to trzeba było się nie puszczać-nie wytrzymałam i ją spoliczkowałam-Ja już nie mam starszej siostry. Dla już jesteś nikim-Wali złapał Ashton'a za rękę i wyszła z domu. Pobiegła do swojego pokoju. Wzięłam papierosy z szafki i wyszłam na dach. Wyjęłam z paczki papierosa i go podpaliłam. Zaciągnęłam się. Łzy spływały po moich policzkach.
-To samo powiedział Tommo-Zayn usiadł obok mnie
-Tak. Zayn co jest ze mną nie tak. Chcę żeby było dobrze. Chcę być dobrą matką, ale nie potrafię.
-Co się stało z tą dziewczyną, która stawiała czoła wszystkim problemom.
-Umarła.
-Nie umarła. Jest tam gdzieś w środku uwięziona. Z Tobą jest wszystko dobrze to wali się zmieniła. Ty chcesz być dobrą, ale wiesz dlaczego tak jest??
-Nie
-Bo byłaś jaka byłaś, a teraz masz cudownego narzeczonego i wspaniałą córkę i chcesz się zmienić, ale nie potrafisz, bo nie jesteś sobą.
-To co mam zrobić??
-Być sobą. Spójrz na swoje lewe przed ramie - były tam moje dwa motta. Wytatuowałam je jak miała 15 lat.-I co tam jest napisane??-spytał Zayn
-I smile, becouse I have no idea what's going on
-A drugi??
-Never lose hope and never give up
-Właśnie. Nie poddawaj się i uśmiechnij się, bo nie wiesz co będzie dalej
-Kocham Cię Zayn
-Ja ciebie też. Zostanę z Angel. Pezza i tak nie idzie.
-A i myślałam, że będzie tak jak kiedyś
-Zobaczymy. Pogadasz z Tommo
-Nie teraz
-Dobrze, nie będę naciskał-uśmiechnęłam się-Zjedźmy już, bo Angel płakał jak szedłem do Ciebie
-Teraz mi to mówisz. Złaź szybko-Zayn zszedł a ja za nim. Zbiegłam na dół. Angel przytulała się do Harry'ego. An spojrzała na mnie swoim dużymi zapłakanymi oczkami.
-Mamusiu-Harry puścił ją. Mała podbiegło do mnie. Wzięłam ją na ręce-Czy to moja wina, że pokłóciłaś się z ciocią i babcia płaczę
-Nie skarbie. To moja wina
-Mamusiu kocham Cię. Bardzo mocno Cię kocham
-Ja Ciebie też bardzo mocno kocham. wiem, że mało czasu spędzam z Tobą czasu i obiecuję, że to się zmieni
-I tak będę Cię kochać mamusiu.-po moich policzkach zaczęły spływać łzy-Nie płacz mamusiu-mała wytarła mi łzy
-Al zostanę z mała-powiedziała Pezza-Ja i tak nie idę
-Na pewno??
-Tak
-A mogę mieć do Ciebie prośbę
-No
-Przekonasz Zayn'a, żeby poszedł z nami, bo chcę żeby było jak dawniej
-Okay. Pogadam z nim
-Kochana jesteś. A gdzie jest Mama??
-Jeszcze nie zeszła-w tym momencie rodzice zeszli na dół. W ręku trzymając walizkę
-Mamo-przytuliłam się do niej
-Alex. Będzie dobrze-dlaczego ona zawsze jest taka opanowana
-Jedziecie już??-spytał Zayn
-Tak. Dan a Ty kiedy jedziesz??-spytał Tata
-Za chwilę
-No dobrze. Alex życzę wam udanej zabawy
-Dziękuję Mamo. Ja wam również życzę udanego wyjazdu
-Dziękujemy -rodzice pożegnali się ze wszystkimi i wyszli z domu. parę minut po rodzicach wyszła Dani.
-Proponuję, że w końcu zjemy ten obiad-powiedział Niall
-A Ty jak zwykle o jedzeniu-powiedział Zayn
-A coś Ci się nie podoba-odpowiedziała mu Jess.
-Dobra. Dajcie spokój. Już idę po ten obiad. Harry pomóż mi. \-powiedziałam do kuchni
-Kochanie. Wiesz, że Cię kocham-Hazza musnął moje usta
-Ja Ciebie też-wzięłam naczynia, z jedzeniem i zaniosłam na stół. Po pół godzinie zaniosła brudne naczynia do kuchni. Wróciła do salonu.
-Zayn to co idziesz??-spytałam go
-Nie wiem.
-Idź ja sobie poradze. emily ze mną zostanie-powiedziała Pezza
-Na pewno??
-Tak
-Jupi. Zayn idzie z nami-przytuliłam go. Ktoś wszedł do domu. Spojrzałam na drzwi.
-Max naucz się pukać
-Miśka nie denerwuj się tak
-Co tam??-spytał Zaz
-O siema Zayn
-Siema
-Słuchaj Alex jest sprawa
-Mam się bać
-Nie, ale wolałbym w cztery oczy
-Okay chodź
-Do Ciebie??
-Tak-poszliśmy na górę
-Wiedzę, że nic tu się nie zmieniło
-No
-I nadal masz to zdjęcie-wziął do ręki zdjęcie, które stało na komodzie. Na zdjęciu byłam ja i on.
-dobra mów teraz co jest
-Założyłem się z kumplami, że Cię przelecę na tej imprezie. A nie chcę tego zrobić, bo za bardzo Cię kocham.
-Wow. Zszokowało mnie to.
-wiem. Dlatego Ci to powiedziałem. Proszę uważaj na siebie na imprezie. Ja na pewno tego nie zrobię
-Ale tak to wyjdziesz na cieniasa
-Wolę wyjść na cieniasa niż zgwałcić najlepszą przyjaciółkę
-Max...
-Cicho-chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam
-Nie mogę. Kocham Harry'ego
-To ja przepraszam
-W razie czego wiesz gdzie dzwonić. wiesz, że lubie kopać innym tyłki
-Wiem. Ale uważaj. Proszę
-Dobrze Tato
-Miśka
-Ja...Chodź na dół
-Dobra.-zeszliśmy do salonu-Ja lecę. Spotykamy się wieczorem.-pożegnałam się z nim. Max podszedł do Harry'ego-Gratuluję
-Czego??
-Alex
-Dzięki
-Ta dziewczyna warta jest miłości
-Wiem
-Debil-powiedziała
-Tak też Cię lubię. pa Miśka
-Cześć-wyszedł-Gdzie jest Soff??
-Poszła do koleżanki.
-A okay
-Alex czy nie powinnaś się już szykować na imprezę-powiedziała Em
-A która jest
-18:26
-No to teraz mi to mówisz-pobiegłam na górę, aż się za mną kurzyło
Wróciłam!!
Wiem nie cieszycie się...
No to co tam u was??
Miałam jeszcze poczekać tak do połowy maja, żeby coś wstawić, ale...
to co się ostatnio stało dało mi dużo do myślenia.
Nie będę wam prawić co sobie uświadomiłam,
ale powiem wam, że dziękuję i was wszystkich kocham.
A wy jak się macie ze sprawą Zayn'a, bo ze mną było bardzo, bardzo ale to bardzo ciężko...
Na razie nie dodam nic na Never Say Never, bo nie jestem w stanie.
Muszę jeszcze dużo przemyśleć.
Przepraszam. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie
Wchodźcie na:
Co do rozdziału mam nadzieję, że wam się podoba i zdradzę wam sekret..
A może nie zdradzę...
No dobra powiem wam...
Nie jednak nie....
Zdecydowanie nie....
Sorry...Może mnie za to nie znawidzicie
"NIE MÓW DO WIDZENIA , PONIEWAŻ MÓWIENIE DO WIDZENIA OZNACZA ODEJŚCIE"
DLATEGO ZAYN SIĘ NIE POŻEGNAŁ,
BO WRÓCI
Proszę, komentujcie. To dla mnie dużo znaczy...
Kocham was <3
Wiem powtarzam się, ale cóż takie życie
Dlatego was kocham
Przepraszam za taki długi monolog
niedziela, 14 września 2014
Przepraszam
Jest mi bardzo przykro ale niestety muszę zawiesić tego bloga.Im dłużej nad tym myślałam tym bardziej to bolał.Są dwa powody, które mnie do tego zmusiły.Pierwszy i najważniejszy to mam co raz mnie wyświetleń pod rozdziałami. A drugi to muszę wziąć się za naukę. Bardzo ale to bardzo dziękuję trzem oddanym czytelniczką. A dokładniej Joasi,, Lilce i Julce. Mimo, że Julka nie dawno zaczęła czytać zawsze pozostawiała komentarz. Z całego serca dziękuję wam dziewczyny za to, że byłyście zawsze ze mną i za szczere komentarze.Wiem, że będzie mi ciężko. I, że możecie być na mnie źli, ale musiałam tak postąpić. Chciałam podziękować wszystkim czytelnikom ale w szczególności trzem dziewczynom o których już wcześniej wspominałam. Co by tu jeszcze powiedzieć (znaczy napisać) naprawdę było miło gdy dostawałam komentarze. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za to wszystko.
Nie mówię do widzenia lecz do zobaczenia
KOCHAM WAS WSZYSTKICH <3
niedziela, 7 września 2014
Rozdział 58
Doszliśmy do siłowni. W tej samej ja wcześniej trenowałam. Stare dobre czasy. Weszliśmy do środka. Nic tu się nie zmieniło. Weszliśmy na sale.
-Cześć Nick-powiedziała Em. Po prostu rozpływa się na jego widok.. Chłopak odwrócił się w jej stronę
-Cześć Piękna-uścisnął ją
-To jest Jess moja przyjaciółka-Nick wyciągnął rękę w jej stronę
-Nick
-Jess
-A to jest...
-Alexa Malik-dokończył za nią-Nick-teraz wyciągnął rękę w moją stronę
-Alex. Miło mi-uściskałam jego dłoń
-Cała przyjemność po mojej stronie
-Serio, aż taka popularna jestem??
-Tak-powiedział jakiś pan, który stał za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam dobrze znaną mi osobę.
-Trenerze-uściskałam go-Dawno pana nie widziała
-Ja Ciebie też. Co Cię tu sprowadza??
-Ta tu-wskazałam brodą na Em-Zaciągnęła mnie tu. A Pan co tu robi?? Z tego co wiem nie trenuje już Pan
-Niestety. Kiepsko ze zdrowiem. Ale syn poszedł w moje ślady-spojrzał na Nicka
-Nick jest Pana synem??-spytała Jess
-Tak
-Mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia
-Słucham??-podszedł do mnie i złapał w pasie
-Uważaj piękny. Mam już narzeczonego
-A to przepraszam-odsunął się ode mnie i podniósł ręce do góry.-Co to za propozycja??
-Mały pojedynek
-Okay, ale i tak nie masz szans
-Możesz pomarzyć
-Za pięć minut na ring
-Okay
-Tato będziesz sędziował??
-Oczywiście-uśmiechnął się do nas. Ruszyłam do szatni. Zdjęłam z siebie cichy i przebrałam się w top sportowy i krótkie spodenki. Do szatni weszła Jess z Em
-Nie dasz mu fory??-spytała Jess
-Nie mam najmniejszego zamiaru
-Alex obiecaj mi jedno, że załatwisz go dobrze-powiedziała Em
-Spoko-czy ona płacze-Ej Skarbie co się stało
-Przed chwilą przyszła jakaś dziewczyna w ciąży i okazało się, że jest jego narzeczoną
-Co za dupek. Teraz na pewno pożałuje
-Pokaż mu, że z Alexą Malik się nie zadziera-dodała Jess
-Dobry pomysł. Pożałuje, że Cię podrywał
-Alex to nie chodzi o to??
-A o co??
-A jestem z nim w ciąży
-C..co??-powiedziałam razem z Jess
-Chciałam mu to dzisiaj powiedzieć
-Sukinsyn zapłaci za to co zrobił. Dopilnuje, że będzie płacił alimenty
-Dziękuję Ci-przytuliła mnie. Wyszłyśmy z szatni.
-Już myślałem, że stchórzyłaś-powiedział Nick po czym pocałował blondynkę. Gdzieś już widziałam tą dziewczynę
-Serio a ja myślałam, że uciekłeś tam gdzie pieprz rośnie
-Niegrzeczna
-Niegrzeczna to ja jeszcze nie jestem
-Jestem ciekaw czy w łóżku też jesteś taka niegrzeczna. Choć i tak nie równasz się z Stevie.-Stevie. Wiedziałam. Jak można chodzić z dziwką. Dosłownie. Stevie pracowała jako prostytutka. Nie raz chciała zaciągnąć mojego brata do łóżka jak za dużo wypił. A często mu się to zdarzało. Weszłam na ring
-A ja jestem ciekawa czy wejdziesz kiedyś na ten ring. Chyba, że od razu chcesz się poddać-uśmiechnął się. Zaraz zetrę mu ten uśmieszek z twarzy.
-Poczekaj kochanie zobaczysz jak pokonam Alexe Malik
-Nie doczekanie twoje. Matt możesz dzwonić po karetkę, bo ta walka nie potrwa długo.
-Domyślam się ta karetka dla Ciebie
-Nie dla Ciebie-uśmiechnęłam się sztucznie-Powiem Ci jedno. Zadarłeś z nie właściwą osobą
-Co ja znów zrobiłem??
-Zaraz się przekonasz
-W prawym narożniku mój syn Nick Black. Lat 22. W lewym narożniku mistrzyni Alex Malik. Lat 19. Gotowi??
-Tak-powiedziałam
-Oczywiście-dodał Nick
-Zaczynajcie-walka się zaczęła. Powalił mnie i odwrócił się. Chyba nie pamięta podstawowej zasady. Podcięłam go. Upadł na plecy. Usiadłam na nim.
-Pierwsza podstawowa zasada. NIGDY NIE ODWRACAJ SIĘ TYŁEM DO PRZECIWNIKA-zaczęłam bić go po twarzy. Uderzyłam go jeszcze z 5 może trochę więcej razy.
-Laska przystopuj trochę-powiedział
-Nie doczekanie twoje-odpowiedziałam mu
-Alex już dość-powiedział Matt
-Przestań go bić. Zaraz go zabijesz-krzyknęła Stevie
-Oj bez przesady. Zanim stracisz przytomność zapamiętaj, że masz płacić alimenty na swoje drugie dziecko
-Jakie alimenty?? Jakie drugie dziecko??
-Normalne dziecko. Takie, które zrobiłeś Em.
-Jesteś z nim w ciąży??-spytała Stevie
-Tak
-Co nic teraz nie powiesz??-spytała Nicka
-Skarbie to nic dla mnie nie znaczyło. To była jedna przygoda. Byłem pijany
-Nic dla Ciebie nie znaczyło. A kto mówił, że jestem najlepsza w łóżku
-Tobie też to powiedział. A mówił Ci, że jesteś
-Niepowtarzalna-powiedziały razem
-O widzę, że Tobie też dał łańcuszek w kształcie serca
-Tak. A jest na nim twoje imię
-Tak
-Oj kolego przed chwilą miałeś dwie dziewczyny a teraz nie masz żadnej-przywaliłam mu. Zemdlał-Przepraszam trenerze, ale musiałam Za to co zrobił Jess
-Nie jestem na Ciebie zły tylko na niego-zeszłam z ringu. Poszłam do szatni. Umyłam się i przeprałam. Wyszliśmy z siłowni.
-Idziecie do mnie na obiad??-spytałam
-Tak, bo twoja mama robi pyszne obiady-powiedział Matt
-No ba!
-Mam nadzieję, że będzie deser-za żartowała Em
-Ja już się o to postaram-w tym momencie przyszedł mi sms. Od Zayna
-Zdradziłaś mnie
-Nie byliśmy już razem
-No wiem przecież. Dobra teraz już serio lecę. Do zobaczenia Miśka-znów pocałował mnie w policzek
-Dlaczego mówi do Ciebie Miśka
-Każdy tak do mnie mówił
-A ile byliście razem
-3 lata
-To nieźle. A ile ma lat??
-Tyle co ja-uszyliśmy w stronę domu-Max był moją pierwszą prawdziwą miłością-do domu dotarliśmy 5 minutach.
-A Ty co taka w skowronkach??-spytała Em
-Nie uwierzysz kogo spotkałam
-Niech zgadnę Max'a
-Skąd wiesz??
-Dzwonił do mnie i mówił, że Miśka jest w Bradford
-A właśnie idziemy dziś wieczorem do klubu
-Po co??-spytał Liam
-Bo Max zaprosił mnie na swoje urodziny a nikt mnie samej nie puści więc wy idziecie ze mną
-A w ogóle kim jest ten Max
-Miałam Ci nic nie mówić, ale wiedziałam, że to tak czy siak wyjdzie. Max to mój były chłopak
-Aha
-Nie gniewaj się na mnie i tak kocham tylko Ciebie-usiadłam mu na kolonach
-Ile z nim byłaś??
-3 lata
-Aha. Ale obiecaj, ze będziesz ciągle przy mnie
-Obiecuję-pocałowałam go
-Dobra dosyć tej czułości. Alex idź myć ręce
-Dobrze Mamo
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Cześć Nick-powiedziała Em. Po prostu rozpływa się na jego widok.. Chłopak odwrócił się w jej stronę
-Cześć Piękna-uścisnął ją
-To jest Jess moja przyjaciółka-Nick wyciągnął rękę w jej stronę
-Nick
-Jess
-A to jest...
-Alexa Malik-dokończył za nią-Nick-teraz wyciągnął rękę w moją stronę
-Alex. Miło mi-uściskałam jego dłoń
-Cała przyjemność po mojej stronie
-Serio, aż taka popularna jestem??
-Tak-powiedział jakiś pan, który stał za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam dobrze znaną mi osobę.
-Trenerze-uściskałam go-Dawno pana nie widziała
-Ja Ciebie też. Co Cię tu sprowadza??
-Ta tu-wskazałam brodą na Em-Zaciągnęła mnie tu. A Pan co tu robi?? Z tego co wiem nie trenuje już Pan
-Niestety. Kiepsko ze zdrowiem. Ale syn poszedł w moje ślady-spojrzał na Nicka
-Nick jest Pana synem??-spytała Jess
-Tak
-Mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia
-Słucham??-podszedł do mnie i złapał w pasie
-Uważaj piękny. Mam już narzeczonego
-A to przepraszam-odsunął się ode mnie i podniósł ręce do góry.-Co to za propozycja??
-Mały pojedynek
-Okay, ale i tak nie masz szans
-Możesz pomarzyć
-Za pięć minut na ring
-Okay
-Tato będziesz sędziował??
-Oczywiście-uśmiechnął się do nas. Ruszyłam do szatni. Zdjęłam z siebie cichy i przebrałam się w top sportowy i krótkie spodenki. Do szatni weszła Jess z Em
-Nie dasz mu fory??-spytała Jess
-Nie mam najmniejszego zamiaru
-Alex obiecaj mi jedno, że załatwisz go dobrze-powiedziała Em
-Spoko-czy ona płacze-Ej Skarbie co się stało
-Przed chwilą przyszła jakaś dziewczyna w ciąży i okazało się, że jest jego narzeczoną
-Co za dupek. Teraz na pewno pożałuje
-Pokaż mu, że z Alexą Malik się nie zadziera-dodała Jess
-Dobry pomysł. Pożałuje, że Cię podrywał
-Alex to nie chodzi o to??
-A o co??
-A jestem z nim w ciąży
-C..co??-powiedziałam razem z Jess
-Chciałam mu to dzisiaj powiedzieć
-Sukinsyn zapłaci za to co zrobił. Dopilnuje, że będzie płacił alimenty
-Dziękuję Ci-przytuliła mnie. Wyszłyśmy z szatni.
-Już myślałem, że stchórzyłaś-powiedział Nick po czym pocałował blondynkę. Gdzieś już widziałam tą dziewczynę
-Serio a ja myślałam, że uciekłeś tam gdzie pieprz rośnie
-Niegrzeczna
-Niegrzeczna to ja jeszcze nie jestem
-Jestem ciekaw czy w łóżku też jesteś taka niegrzeczna. Choć i tak nie równasz się z Stevie.-Stevie. Wiedziałam. Jak można chodzić z dziwką. Dosłownie. Stevie pracowała jako prostytutka. Nie raz chciała zaciągnąć mojego brata do łóżka jak za dużo wypił. A często mu się to zdarzało. Weszłam na ring
-A ja jestem ciekawa czy wejdziesz kiedyś na ten ring. Chyba, że od razu chcesz się poddać-uśmiechnął się. Zaraz zetrę mu ten uśmieszek z twarzy.
-Poczekaj kochanie zobaczysz jak pokonam Alexe Malik
-Nie doczekanie twoje. Matt możesz dzwonić po karetkę, bo ta walka nie potrwa długo.
-Domyślam się ta karetka dla Ciebie
-Nie dla Ciebie-uśmiechnęłam się sztucznie-Powiem Ci jedno. Zadarłeś z nie właściwą osobą
-Co ja znów zrobiłem??
-Zaraz się przekonasz
-W prawym narożniku mój syn Nick Black. Lat 22. W lewym narożniku mistrzyni Alex Malik. Lat 19. Gotowi??
-Tak-powiedziałam
-Oczywiście-dodał Nick
-Zaczynajcie-walka się zaczęła. Powalił mnie i odwrócił się. Chyba nie pamięta podstawowej zasady. Podcięłam go. Upadł na plecy. Usiadłam na nim.
-Pierwsza podstawowa zasada. NIGDY NIE ODWRACAJ SIĘ TYŁEM DO PRZECIWNIKA-zaczęłam bić go po twarzy. Uderzyłam go jeszcze z 5 może trochę więcej razy.
-Laska przystopuj trochę-powiedział
-Nie doczekanie twoje-odpowiedziałam mu
-Alex już dość-powiedział Matt
-Przestań go bić. Zaraz go zabijesz-krzyknęła Stevie
-Oj bez przesady. Zanim stracisz przytomność zapamiętaj, że masz płacić alimenty na swoje drugie dziecko
-Jakie alimenty?? Jakie drugie dziecko??
-Normalne dziecko. Takie, które zrobiłeś Em.
-Jesteś z nim w ciąży??-spytała Stevie
-Tak
-Co nic teraz nie powiesz??-spytała Nicka
-Skarbie to nic dla mnie nie znaczyło. To była jedna przygoda. Byłem pijany
-Nic dla Ciebie nie znaczyło. A kto mówił, że jestem najlepsza w łóżku
-Tobie też to powiedział. A mówił Ci, że jesteś
-Niepowtarzalna-powiedziały razem
-O widzę, że Tobie też dał łańcuszek w kształcie serca
-Tak. A jest na nim twoje imię
-Tak
-Oj kolego przed chwilą miałeś dwie dziewczyny a teraz nie masz żadnej-przywaliłam mu. Zemdlał-Przepraszam trenerze, ale musiałam Za to co zrobił Jess
-Nie jestem na Ciebie zły tylko na niego-zeszłam z ringu. Poszłam do szatni. Umyłam się i przeprałam. Wyszliśmy z siłowni.
-Idziecie do mnie na obiad??-spytałam
-Tak, bo twoja mama robi pyszne obiady-powiedział Matt
-No ba!
-Mam nadzieję, że będzie deser-za żartowała Em
-Ja już się o to postaram-w tym momencie przyszedł mi sms. Od Zayna
Idź po El i Lou. Właśnie wysiedli w Bradford
Co to znaczy IDŹ. Jak by nie mógł napisać czy mogła bym iść po El i Lou. Ja mu dam IDŹ.
-Ej muszę iść po znajomych. Idźcie do mnie. Ja później przyjdę
-Okay-powiedzieli razem. Jess, Matt i Em ruszyli w stronę mojego domu a ja poszłam w stronę dworca. Na miejscu była po 25 minutach. Zobaczyłam Ellie i jakiś trzech chłopaków, którzy ją zaczepiają. Podbiegłam w ich stronę.
-Chodź mała zabawimy się-powiedział jeden z nich. Znam tych gówniarzy. Chodziłam z nimi do szkoły. Są ode mnie o rok młodsi.
-Trzech na jedną. Trochę nie fair
-Kolejna lala. Ty też chcesz się zabawić
-Z chęcią-walnęłam tego co mówił w nos. Chyba mu go złamałam. Potem dostał drugi i trzeci. Uciekli.
-Wszystko w porządku skarbie??-spytałam Ellie
-Tak. W odpowiednim momencie przyszłaś
-To dobrze-przytuliłam ją
-O hej Alex-powiedział Lou. Opanuj się. Nie zrób mu krzywdy
-Hej Lou-uśmiechnęłam się sztucznie-Idziemy?? Moja Mama na pewno się niecierpliwi
-To prowadź-dodał Louis
-A teraz mów co się stało-zaczęła Ellie
-A co miało się stać
-No jak mówiłaś, że jesteś wściekła
-Aaa... To już mi przeszło. Temat zamknięty
-Alex czy Ty masz rozwaloną wargę i skroń
-A tak. Biłam się z synem mojego byłego trenera
-A czym sobie zasłużył??-spytał Lou
-Najpierw wyzwałam go na pojedynek a później miałam powód, żeby z nim walczyć
-Ale żyje??
-Tak, tylko jak wychodziłam z siłowni to leżał nieprzytomny na środku maty. A w okół było trochę krwi-uśmiechnęłam się do Tommo. Po oczach można było poznać, że się przestraszył -A wam jak miną weekend??
-Dobrze
-To super. A teraz pokaż pierścionek
-Skąd wiesz, że przyjęłam oświadczyny
-Jeśli ich nie przyjęłaś to ja nie umiem się bić
-Bo nie umiesz-powiedział jakiś chłopak. Jeśli to nie Tommo to kto. Odwróciłam się
-Max-uściskałam go a późnij walnęłam w ramię
-Za co??
-Za to, że powiedziałeś, że nie umiem się bić
-No sorry. Dokąd tak pędzisz??
-Do domu a Ty??
-Umówiłem się z kumplami
-Zaraz Ty masz dzisiaj urodziny
-No
-To wszystkiego najlepszego-pocałowałam go w policzek i przytuliłam. Położył ręce na moim tyłku
-Zabierz ręce z mojego tyłka
-No dobra. Idziesz z nami do klubu
-Nie mogę
-No weź Miśka. Zgódź się. Twój ulubiony klub, D-J ten sam, barman ten sam
-Wiem o tym wszystkich
-Miśka proszę. Nawet nie wiesz jaką zrobisz mi tym przyjemność
-Naprawdę nie mogę
-Szkoda. To lecę-pocałował mnie w policzek
-Zaraz nie mogę iść sama na imprezę. Ale mogę iść z wami-chwilę musiałam się zastanowić-Pójdziecie ze mną
-Okay
-Max-zawołałam go. Odwrócił się i podszedł do mnie
-No co jest???
-To o której mam być??
-Wiedziałam że się zgodzisz
-O której?? Bo zaraz zmienię zdanie
-O 19:30
-Ale nie będę sama
-Spoko. Im nas więcej tym lepiej
-Kurde nie mam prezentu dla Ciebie
-Wystarczy, że będziesz
-Ale nie mów nikomu, że byliśmy razem
-Dlaczego??
-Bo mam narzeczonego-A czym sobie zasłużył??-spytał Lou
-Najpierw wyzwałam go na pojedynek a później miałam powód, żeby z nim walczyć
-Ale żyje??
-Tak, tylko jak wychodziłam z siłowni to leżał nieprzytomny na środku maty. A w okół było trochę krwi-uśmiechnęłam się do Tommo. Po oczach można było poznać, że się przestraszył -A wam jak miną weekend??
-Dobrze
-To super. A teraz pokaż pierścionek
-Skąd wiesz, że przyjęłam oświadczyny
-Jeśli ich nie przyjęłaś to ja nie umiem się bić
-Bo nie umiesz-powiedział jakiś chłopak. Jeśli to nie Tommo to kto. Odwróciłam się
-Max-uściskałam go a późnij walnęłam w ramię
-Za co??
-Za to, że powiedziałeś, że nie umiem się bić
-No sorry. Dokąd tak pędzisz??
-Do domu a Ty??
-Umówiłem się z kumplami
-Zaraz Ty masz dzisiaj urodziny
-No
-To wszystkiego najlepszego-pocałowałam go w policzek i przytuliłam. Położył ręce na moim tyłku
-Zabierz ręce z mojego tyłka
-No dobra. Idziesz z nami do klubu
-Nie mogę
-No weź Miśka. Zgódź się. Twój ulubiony klub, D-J ten sam, barman ten sam
-Wiem o tym wszystkich
-Miśka proszę. Nawet nie wiesz jaką zrobisz mi tym przyjemność
-Naprawdę nie mogę
-Szkoda. To lecę-pocałował mnie w policzek
-Zaraz nie mogę iść sama na imprezę. Ale mogę iść z wami-chwilę musiałam się zastanowić-Pójdziecie ze mną
-Okay
-Max-zawołałam go. Odwrócił się i podszedł do mnie
-No co jest???
-To o której mam być??
-Wiedziałam że się zgodzisz
-O której?? Bo zaraz zmienię zdanie
-O 19:30
-Ale nie będę sama
-Spoko. Im nas więcej tym lepiej
-Kurde nie mam prezentu dla Ciebie
-Wystarczy, że będziesz
-Ale nie mów nikomu, że byliśmy razem
-Dlaczego??
-Zdradziłaś mnie
-Nie byliśmy już razem
-No wiem przecież. Dobra teraz już serio lecę. Do zobaczenia Miśka-znów pocałował mnie w policzek
-Dlaczego mówi do Ciebie Miśka
-Każdy tak do mnie mówił
-A ile byliście razem
-3 lata
-To nieźle. A ile ma lat??
-Tyle co ja-uszyliśmy w stronę domu-Max był moją pierwszą prawdziwą miłością-do domu dotarliśmy 5 minutach.
-A Ty co taka w skowronkach??-spytała Em
-Nie uwierzysz kogo spotkałam
-Niech zgadnę Max'a
-Skąd wiesz??
-Dzwonił do mnie i mówił, że Miśka jest w Bradford
-A właśnie idziemy dziś wieczorem do klubu
-Po co??-spytał Liam
-Bo Max zaprosił mnie na swoje urodziny a nikt mnie samej nie puści więc wy idziecie ze mną
-A w ogóle kim jest ten Max
-Miałam Ci nic nie mówić, ale wiedziałam, że to tak czy siak wyjdzie. Max to mój były chłopak
-Aha
-Nie gniewaj się na mnie i tak kocham tylko Ciebie-usiadłam mu na kolonach
-Ile z nim byłaś??
-3 lata
-Aha. Ale obiecaj, ze będziesz ciągle przy mnie
-Obiecuję-pocałowałam go
-Dobra dosyć tej czułości. Alex idź myć ręce
-Dobrze Mamo
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że będzie wam się podobał.
Co do pogrubienia tekstu "zetrę mu ten uśmieszek z twarzy" zrobiłam to specjalnie.
A Joasia wie dlaczego, ale nie mogła się powstrzymać
wtorek, 2 września 2014
Informacja!
W związku z nowym rokiem szkolnym rozdziały będą dodawane w weekend.
Może dodam coś w tygodniu, ale niczego nie obiecuję.
Ciężko będzie mi nic nie dodawać, bo blogi to cała ja.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę dużo siły na naukę!
Może dodam coś w tygodniu, ale niczego nie obiecuję.
Ciężko będzie mi nic nie dodawać, bo blogi to cała ja.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę dużo siły na naukę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

