niedziela, 14 września 2014

Przepraszam

Jest mi bardzo przykro ale niestety muszę zawiesić tego bloga.Im dłużej nad tym myślałam tym bardziej to bolał.Są dwa powody, które mnie do tego zmusiły.Pierwszy i najważniejszy to mam co raz mnie wyświetleń pod rozdziałami. A drugi to muszę wziąć się za naukę. Bardzo ale to bardzo dziękuję trzem oddanym czytelniczką. A dokładniej Joasi,, Lilce i Julce. Mimo, że Julka nie dawno zaczęła czytać zawsze pozostawiała komentarz. Z całego serca dziękuję wam dziewczyny za to, że byłyście zawsze ze mną i za szczere komentarze.Wiem, że będzie mi ciężko. I, że możecie być na mnie źli, ale musiałam tak postąpić. Chciałam podziękować wszystkim czytelnikom ale w szczególności trzem dziewczynom o których już wcześniej wspominałam. Co by tu jeszcze powiedzieć (znaczy napisać) naprawdę było miło gdy dostawałam komentarze. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za to wszystko.
Nie mówię do widzenia lecz do zobaczenia


KOCHAM WAS WSZYSTKICH <3

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 58

Doszliśmy do siłowni. W tej samej ja wcześniej trenowałam. Stare dobre czasy. Weszliśmy do środka. Nic tu się nie zmieniło. Weszliśmy na sale.
-Cześć Nick-powiedziała Em. Po prostu rozpływa się na jego widok.. Chłopak odwrócił się w jej stronę
-Cześć Piękna-uścisnął ją
-To jest Jess moja przyjaciółka-Nick wyciągnął rękę w jej stronę
-Nick
-Jess
-A to jest...
-Alexa Malik-dokończył za nią-Nick-teraz wyciągnął rękę w moją stronę
-Alex. Miło mi-uściskałam jego dłoń
-Cała przyjemność po mojej stronie
-Serio, aż taka popularna jestem??
-Tak-powiedział jakiś pan, który stał za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam dobrze znaną mi osobę.
-Trenerze-uściskałam go-Dawno pana nie widziała
-Ja Ciebie też. Co Cię tu sprowadza??
-Ta tu-wskazałam brodą na Em-Zaciągnęła mnie tu. A Pan co tu robi?? Z tego co wiem nie trenuje już Pan
-Niestety. Kiepsko ze zdrowiem. Ale syn poszedł w moje ślady-spojrzał na Nicka
-Nick jest Pana synem??-spytała Jess
-Tak
-Mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia
-Słucham??-podszedł do mnie i złapał w pasie
-Uważaj piękny. Mam już narzeczonego
-A to przepraszam-odsunął się ode mnie i podniósł ręce do góry.-Co to za propozycja??
-Mały pojedynek
-Okay, ale i tak nie masz szans
-Możesz pomarzyć
-Za pięć minut na ring
-Okay
-Tato będziesz sędziował??
-Oczywiście-uśmiechnął się do nas. Ruszyłam do szatni. Zdjęłam z siebie cichy i przebrałam się w top sportowy i krótkie spodenki. Do szatni weszła Jess z Em
-Nie dasz mu fory??-spytała Jess
-Nie mam najmniejszego zamiaru
-Alex obiecaj mi jedno, że załatwisz go dobrze-powiedziała Em
-Spoko-czy ona płacze-Ej Skarbie co się stało
-Przed chwilą przyszła jakaś dziewczyna w ciąży i okazało się, że jest jego narzeczoną
-Co za dupek. Teraz na pewno pożałuje
-Pokaż mu, że z Alexą Malik się nie zadziera-dodała Jess
-Dobry pomysł. Pożałuje, że Cię podrywał
-Alex to nie chodzi o to??
-A  o co??
-A jestem z nim w ciąży
-C..co??-powiedziałam razem z Jess
-Chciałam mu to dzisiaj powiedzieć
-Sukinsyn zapłaci za to co zrobił. Dopilnuje, że będzie płacił alimenty
-Dziękuję Ci-przytuliła mnie. Wyszłyśmy z szatni.
-Już myślałem, że stchórzyłaś-powiedział Nick po czym pocałował blondynkę. Gdzieś już widziałam tą dziewczynę
-Serio a ja myślałam, że uciekłeś tam gdzie pieprz rośnie
-Niegrzeczna
-Niegrzeczna to ja jeszcze nie jestem
-Jestem ciekaw czy w łóżku też jesteś taka niegrzeczna. Choć i tak nie równasz się z Stevie.-Stevie. Wiedziałam. Jak można chodzić z dziwką. Dosłownie. Stevie pracowała jako prostytutka. Nie raz chciała zaciągnąć mojego brata do łóżka jak za dużo wypił. A często mu się to zdarzało. Weszłam na ring
-A ja jestem ciekawa czy wejdziesz kiedyś na ten ring. Chyba, że od razu chcesz się poddać-uśmiechnął się. Zaraz zetrę mu ten uśmieszek z twarzy.
-Poczekaj kochanie zobaczysz jak pokonam Alexe Malik
-Nie doczekanie twoje. Matt możesz dzwonić po karetkę, bo ta walka nie potrwa długo.
-Domyślam się ta karetka dla Ciebie
-Nie dla Ciebie-uśmiechnęłam się sztucznie-Powiem Ci jedno. Zadarłeś z nie właściwą osobą
-Co ja znów zrobiłem??
-Zaraz się przekonasz
-W prawym narożniku mój syn Nick Black. Lat 22. W lewym narożniku mistrzyni Alex Malik. Lat 19. Gotowi??
-Tak-powiedziałam
-Oczywiście-dodał Nick
-Zaczynajcie-walka się zaczęła. Powalił mnie i odwrócił się. Chyba nie pamięta podstawowej zasady.  Podcięłam go. Upadł na plecy. Usiadłam na nim.
-Pierwsza podstawowa zasada. NIGDY NIE ODWRACAJ SIĘ TYŁEM DO PRZECIWNIKA-zaczęłam bić go po twarzy. Uderzyłam go jeszcze z 5 może trochę więcej razy.
-Laska przystopuj trochę-powiedział
-Nie doczekanie twoje-odpowiedziałam mu
-Alex już dość-powiedział Matt
-Przestań go bić. Zaraz go zabijesz-krzyknęła Stevie
-Oj bez przesady. Zanim stracisz przytomność zapamiętaj, że masz płacić alimenty na swoje drugie dziecko
-Jakie alimenty?? Jakie drugie dziecko??
-Normalne dziecko. Takie, które zrobiłeś Em.
-Jesteś z nim w ciąży??-spytała Stevie
-Tak
-Co nic teraz nie powiesz??-spytała Nicka
-Skarbie to nic dla mnie nie znaczyło. To była jedna przygoda. Byłem pijany
-Nic dla Ciebie nie znaczyło. A kto mówił, że jestem najlepsza w łóżku
-Tobie też to powiedział. A mówił Ci, że jesteś
-Niepowtarzalna-powiedziały razem
-O widzę, że Tobie też dał łańcuszek w kształcie serca
-Tak. A jest na nim twoje imię
-Tak
-Oj kolego przed chwilą miałeś dwie dziewczyny a teraz nie masz żadnej-przywaliłam mu. Zemdlał-Przepraszam trenerze, ale musiałam Za to co zrobił Jess
-Nie jestem na Ciebie zły tylko na niego-zeszłam z ringu. Poszłam do szatni. Umyłam się i przeprałam. Wyszliśmy z siłowni.
-Idziecie do mnie na obiad??-spytałam
-Tak, bo twoja mama robi pyszne obiady-powiedział Matt
-No ba!
-Mam nadzieję, że będzie deser-za żartowała Em
-Ja już się o to postaram-w tym momencie przyszedł mi sms. Od Zayna
Idź po El i Lou. Właśnie wysiedli w Bradford
Co to znaczy IDŹ. Jak by nie mógł napisać czy mogła bym iść po El i Lou. Ja mu dam IDŹ.
-Ej muszę iść po znajomych. Idźcie do mnie. Ja później przyjdę
-Okay-powiedzieli razem. Jess, Matt i Em ruszyli w stronę mojego domu a ja poszłam w stronę dworca. Na miejscu była po 25 minutach. Zobaczyłam Ellie i jakiś trzech chłopaków, którzy ją zaczepiają. Podbiegłam w ich stronę. 
-Chodź mała zabawimy się-powiedział jeden z nich. Znam tych gówniarzy. Chodziłam z nimi do szkoły. Są ode mnie o rok młodsi.
-Trzech na jedną. Trochę nie fair
-Kolejna lala. Ty też chcesz się zabawić
-Z chęcią-walnęłam tego co mówił w nos. Chyba mu go złamałam. Potem dostał drugi i trzeci. Uciekli.
-Wszystko w porządku skarbie??-spytałam Ellie
-Tak. W odpowiednim momencie przyszłaś
-To dobrze-przytuliłam ją
-O hej Alex-powiedział Lou. Opanuj się. Nie zrób mu krzywdy
-Hej Lou-uśmiechnęłam się sztucznie-Idziemy?? Moja Mama na pewno się niecierpliwi
-To prowadź-dodał Louis
-A teraz mów co się stało-zaczęła Ellie
-A co miało się stać
-No jak mówiłaś, że jesteś wściekła
-Aaa... To już mi przeszło. Temat zamknięty
-Alex czy Ty masz rozwaloną wargę i skroń
-A tak. Biłam się z synem mojego byłego trenera
-A czym sobie zasłużył??-spytał Lou
-Najpierw wyzwałam go na pojedynek a później miałam powód, żeby z nim walczyć
-Ale żyje??
-Tak, tylko jak wychodziłam z siłowni to leżał nieprzytomny na środku maty. A w okół było trochę krwi-uśmiechnęłam się do Tommo. Po oczach można było poznać, że się przestraszył -A wam jak miną weekend??
-Dobrze
-To super. A teraz pokaż pierścionek
-Skąd wiesz, że przyjęłam oświadczyny
-Jeśli ich nie przyjęłaś to ja nie umiem się bić
-Bo nie umiesz-powiedział jakiś chłopak. Jeśli to nie Tommo to kto. Odwróciłam się
-Max-uściskałam go a późnij walnęłam w ramię
-Za co??
-Za to, że powiedziałeś, że nie umiem się bić
-No sorry. Dokąd tak pędzisz??
-Do domu a Ty??
-Umówiłem się z kumplami
-Zaraz Ty masz dzisiaj urodziny
-No
-To wszystkiego najlepszego-pocałowałam go w policzek i przytuliłam. Położył ręce na moim tyłku
-Zabierz ręce z mojego tyłka
-No dobra. Idziesz z nami do klubu
-Nie mogę
-No weź Miśka. Zgódź się. Twój ulubiony klub, D-J ten sam, barman ten sam
-Wiem o tym wszystkich
-Miśka proszę. Nawet nie wiesz jaką zrobisz mi tym przyjemność
-Naprawdę nie mogę
-Szkoda. To lecę-pocałował mnie w policzek
-Zaraz nie mogę iść sama na imprezę. Ale mogę iść z wami-chwilę musiałam się zastanowić-Pójdziecie ze mną
-Okay
-Max-zawołałam go. Odwrócił się i podszedł do mnie
-No co jest???
-To o której mam być??
-Wiedziałam że się zgodzisz
-O której?? Bo zaraz zmienię zdanie
-O 19:30
-Ale nie będę sama
-Spoko. Im nas więcej tym lepiej
-Kurde nie mam prezentu dla Ciebie
-Wystarczy, że będziesz
-Ale nie mów nikomu, że byliśmy razem
-Dlaczego??
-Bo mam narzeczonego
-Zdradziłaś mnie
-Nie byliśmy już razem
-No wiem przecież. Dobra teraz już serio lecę. Do zobaczenia Miśka-znów pocałował mnie w policzek
-Dlaczego mówi do Ciebie Miśka
-Każdy tak do mnie mówił
-A ile byliście razem
-3 lata
-To nieźle. A ile ma lat??
-Tyle co ja-uszyliśmy w stronę domu-Max był moją pierwszą prawdziwą miłością-do domu dotarliśmy 5 minutach.
-A Ty co taka w skowronkach??-spytała Em
-Nie uwierzysz kogo spotkałam
-Niech zgadnę Max'a
-Skąd wiesz??
-Dzwonił do mnie i mówił, że Miśka jest w Bradford
-A właśnie idziemy dziś wieczorem do klubu
-Po co??-spytał Liam
-Bo Max zaprosił mnie na swoje urodziny a nikt mnie samej nie puści więc wy idziecie ze mną
-A w ogóle kim jest ten Max
-Miałam Ci nic nie mówić, ale wiedziałam, że to tak czy siak wyjdzie. Max to mój były chłopak
-Aha
-Nie gniewaj się na mnie i tak kocham tylko Ciebie-usiadłam mu na kolonach
-Ile z nim byłaś??
-3 lata
-Aha. Ale obiecaj, ze będziesz ciągle przy mnie
-Obiecuję-pocałowałam go
-Dobra dosyć tej czułości. Alex idź myć ręce
-Dobrze Mamo


---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że będzie wam się podobał.
Co do pogrubienia tekstu "zetrę mu ten uśmieszek z twarzy" zrobiłam to specjalnie. 
A Joasia wie dlaczego, ale nie mogła się powstrzymać

wtorek, 2 września 2014

Informacja!

W związku z nowym rokiem szkolnym rozdziały będą dodawane w weekend.
Może dodam coś w tygodniu, ale niczego nie obiecuję.
Ciężko będzie mi nic nie dodawać, bo blogi to cała ja.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę dużo siły na naukę!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 57

*Oczami Alex*
Louis trochę przegiął. Ja mu pomagam a on mówi o mnie w taki sposób. Nadal mnie to boli. Poczułam jak ktoś szturcha mnie w ramię. Wyjęłam słuchawki z uszu.
-Dojechaliśmy-powiedział mój brat. Wyłączyłam muzykę i schowałam telefon do torebki. Mała też się obudziła. Wysiedliśmy z samochodu. Mój dom, moje dzieciństwo. Ruszyliśmy w stronę wejścia. Usłyszeliśmy z domu głośną muzykę. Mogę się założyć, że rodziców nie ma a Soff jest u koleżanki. Weszliśmy do środka. W powietrzu było czuć zapach alkoholu i fajek. Wali ze znajomymi grała w butelkę. Nawet nas nie zauważyli. Wali i parę innych dziewczyny siedziały w staniku. Ktoś zakręcił i wypadło na moją siostrę
-Pytanie czy wyzwanie??-spytał chłopak, który kręcił
-Wyzwanie-odpowiedziała mu
-Podnieć mnie-widziałam jak w Zaynie się gotowało
-To chodź-powiedziała Waliyha. Dobra teraz przesadziła. Podeszłam do wieży i wyłączyłam muzykę. Wszyscy spojrzeli w moją stronę.
-Koniec imprezy-powiedziałam
-Alex co Ty tu robisz??
-Stoję. Państwu dziękujemy-zwróciłam się do jej znajomych. Nikt się nie ruszył
-Zmuś nas-powiedział jakiś gówniarz
-Sam tego chciałeś-podeszłam do niego i złapałam za ucho. Wył z bólu. Wyprowadziłam go na zewnątrz.-Następnym razem uważaj ze słowami-wróciłam do środka-Ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia.-spytałam. Wszyscy wstali i wyszli po za jednym chłopakiem-A Ty czekasz na specjalne zaproszenie czy może oklaski??
-Alex to jest mój chłopak i mama zaprosiła go on obiad
-A to przepraszam. Alex-wyciągnęłam rękę w jego stronę
-Ashton-uścisnął niepewnie moją dłoń
-Spoko. Nie gryzę
-Przepraszam, ale wiele plotek słyszałem na twój temat.
-To znaczy??
-No, bo jesteś tak jakby postrachem tego miasta. Wszyscy się Ciebie boją
-Nie wierz plotkom. Jestem zupełnie inna niż mówią. Wiem, że kiepską opinie sobie wyrobiłam, ale nie masz się czego bać. Chyba że zranisz Wali
-Nie strasz chłopaka. Zayn-mój brat wyciągnął rękę w jego stronę. Ashton uścisnął ją-To jest Perrie. Moja narzeczona. A to Harry, Liam, Niall, Soph i Jess
-A to jest Angel. Moja córka-powiedziałam, bo mój braciszek zapomniał jej przedstawić
-Cześć, jestem Angel. Jak skrzywdzisz ciocię to moja mamusia skrzywdzi Ciebie-wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Ale mała dobrze gada.
-Al czego Ty córkę uczysz??-spytał Li
-Mówić prawdę. Radzę tu posprzątać zanim rodzice przyjdą
-Za późno-powiedział mój Tata
-Od kiedy tu stoicie??-spytał Zaz
-Wystarczająco-odpowiedziała mu Dani
-Wali masz szlaban-powiedziała Mama
-Ale Mamo
-Żadnych ale
-Zayn, Alex pomóżcie
-Sorry, ale my tu mamy gucio do gadania-powiedział Zaza. Ktoś zapukał do drzwi. Mama poszłam otworzyć.
-Alex ktoś do Ciebie-po salonu weszłam Emily i Matt
-Emily
-Hej-uściskałam ją
-Matt
-Hej Piękna-pocałował mnie w policzek. Spojrzałam na Harrego. Gotowało się w nim od środka
-Co Wy tu robicie??
-Usłyszeliśmy, że przyjechałaś i postanowiliśmy to sprawdzić
-Jestem tu od 10 minut a już każdy wie, że przyjechałam
-A czy Ty nie powinnaś być na treningu??-Matt spytał Em
-Kurwa. Zapomniałam
-Nie przeklinaj-upomniałam ją
-Przepraszam
-Jakim treningu??
-Zapisałam się na boks
-Od kiedy Ty tak lubisz boks
-Od kiedy jest nowy trener-wyprzedził ją Matt
-No mówię Ci. Taka dupa. I ten kaloryfer i te tatuaże
-Wiesz, rozpływa się na jego widok
-Chodź ze mną to zobaczysz
-Nie wiem czy mogę
-Proszę zgódź się
-Porozmawiaj z moją Mamą a nie ze mną-Em poszła do mojej Mamy
-Pani Malik czy Alex może iść z nami. Proszę. Będziemy grzeczni
-Ty. Grzeczna-powiedział Matt
-Matt. Zamknij się. Przypilnujemy jej. Proszę
-No dobrze. Alex obiecaj...-wiedziałam co chce powiedzieć, więc jej przerwałam
-Mamo nie masz się czym martwić. Obiecuję, że nie wezmę, nie napiję się ani nie zginę po dordzę
-Okay-podeszłam do Mamy i pocałowałam ją w policzek
-Dziękuję-pobiegłam na górę. Otworzyłam szafę. Moje rękawice. Dostałam je od dziadka. Spakowałam strój, buty, rękawice, szczotkę i ręcznik. Zeszłam na dół. Poszłam do kuchni po picie.
-No pospiesz się. Nick nie może na mnie długo czekać-Matt wywrócił oczami. Podeszłam do Angel
-Bądź grzeczna-pocałowałam ją w policzek
-To raczej Ty powinnaś być grzeczna-powiedział Zaza
-Hahaha-pocałowałam go w policzek
-A ja nie dostanę-ruszyłam w stronę Harrego. Gdy stanęłam przed nim wpił się w moje usta.
-Harry ile razy mam Ci powtarzać, że od tego jest sypialnia-powiedział Niall. Tata spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
-Kocham Cię-powiedział Hazza. Po czym musnął moje usta
-Tak ja Cię kocham, Matt Cię kocha, Jess Cię kocha, Zayn Cię kocha, on Cię kocha. Wszyscy Cię kochają a teraz chodź-pociągnęłam mnie za rękę. A za drugą złapała Matta.-Ty też chodź
-Chwila-powiedział Matt
-Co??-krzyknęła Em
-Ma być jak za dawnych czasów
-No tak-odpowiedziałam mu. Podszedł do Jess i złapał ją za rękę
-To musimy wziąć jeszcze Jess-uśmiechnął się
-Ale ja jej nie puszczę-powiedział Nialler
-Niall Ty masz gucio do gadania. Jess zawsze była i zawsze będzie tylko moja-odpowiedziałam mu. Wiem jak to zabrzmiało, ale mam to gdzieś-Ja ją kocham najbardziej-dodałam i pokazałam mu język. Wyszliśmy na zewnątrz
-Doba a teraz mów kim, był ten chłopak z którym się całowałaś
-Moim chłopakiem a raczej narzeczonym-pokazałam jej pierścionek
-Ale piękny. A tak w ogóle to gratuluję-przytuliła mnie
-A kim był te chłopak co powiedział, że Cię nie puści
-Moim chłopakiem
-Też gratuluję-ją też uściskała. Ruszyliśmy w stronę siłowni.

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 56

*Oczami Louisa*
Obudziłem się rano. Odwróciłem się w stronę mojej przyszłej żony, ale jej tam nie zastałem. No pięknie uciekła mi z łóżka. Ja jej dam.
-Wstałeś już-powiedziała Ellie wychodząc z łazienki. Nic jej nie odpowiedziałem-Louis. Hallo. Ziemia do Louisa Tomlinsona. Okay. Tak się bawimy. Sam tego chciałeś.-odwróciła się do mnie tyłem i zaczęła się pakować. Nie wytrzymałem i musiałem ją przytulić i pocałować. Podszedłem do niej od tyłu. Przytuliłem i pocałowałem w policzek
-Skarbie nie gniewaj się. Ja tylko żartowałem-teraz to ona się nie odzywała-Kotku. Przepraszam. Ellie odezwiesz się do mnie-nic nie powiedziała. I mam za swoje.-Elcia odezwij się. Zwariuję za raz. Proszę-nadal nic. Brawo Tommo po co się obrażałeś. Przecież wiesz, że one dłużej potrafią się gniewać. Jaki ja głupi jestem. Puściłem ją i ruszyłem zmarnowany do łazienki. Odwróciłem się w jej stronę. Nawet na mnie nie spojrzała. Ale Ty jesteś tępy Tommo. Po 15 minutach wyszedłem z łazienki. Ellie siedziała przy stole. W tej chwili zadzwonił jej telefon
*Oczami Eleanor*
Zadzwonił mi telefon. Zayn. Ciekawe co ode mnie chce??
-Hej Zayn
-Cześć Skarbie. Alex z tej strony
-Alex. Hej
-Co tam??
-A wszystko dobrze. A u Ciebie??
-Szczerze. Jestem zła na maksa ale ogółem dobrze. W dzień An nie daje mi żyć a w nocy Harry
-Uuu...No to Harry nam zaszalał. Ale tak co każdy wieczór??
-Tak
-Ale masz przynajmniej przyjemności w nocy. Ale mówiłaś, że jesteś zła. Coś się stało??
-Nic poważnego
-Na pewno??
-Na 100%. Kiedy macie samolot
-Nie zmieniaj tematu. Mów zaraz co się stało
-To nie jest rozmowa na telefon jak wrócisz to Ci wszystko powiem. 
-No okay. Samolot mamy o 15:30. Poznałam twojego przyjaciela Leona
-I co??
-Nawet spoko. I muszę przyznać, że jest całkiem przystojny
-No Leon tak, ale i tak wolę Harrego
-To na pewno
-Jak przylecicie to czeka Cię mała niespodzianka
-Jaka??
-Powiem Ci ale nie mów nic Zaynowi i Pezzie, że Ci powiedziałam
-No dobra. A teraz mów co to za niespodzianka
-Pezza i Zaza kupili Ci test ciążowy
-Jaja sobie ze mnie robisz
-Nie. Jak mi o tym powiedzieli to myślałam, że padnę z tego śmiechu
-Niech zgadnę Pezza to wymyśliła
-Nie Zayn
-Żartujesz??
-Nie. A jutro wszyscy idziemy do kina
-Na co??
-Nie wiem. Wiem tylko, że idziemy do kina a później do klubu
-Z małą
-Nie. Zaworze ja dziś do moich rodziców
-Aaa...Już myślałam, że z nią
-Nie wpuścili by mnie z nią
-No w sumie racja. Czyj to był pomysł
-Zayna. Stwierdził, że trzeba oblać moje z Harry i wasze zaręczyny
-Aha
-Wiesz to jest rozumowanie mojego brata
-Aaa..To już wszystko jasne
-Noo..dobra muszę już kończyć, bo  Zayn mnie popędza i gada nad uchem, żebym kończyła, bo...nawet to nie wiem co gada bo go nie słucham
-Okay. To do zobaczenia 
-Do zobacznia
Wariatka.
-Co Alex mówiła??-spytał Louis. Nadal się do niego nie odzywam sam tego chciał-Nadal się do mnie nie odzywasz. Prawda. Przepraszam. Co mam zrobić, żebyś przestała się gniewać-nic mu nie odpowiedziałam. Tommo uklęknął przede mną-Skarbie przepraszam. Proszę odezwij się do mnie-próbowałam powstrzymać śmiech, ale nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym śmiechem-Mam rozumieć, że już będziesz się do mnie odzywać
-Tak-powiedziałam gdy się już opanowałam. Moja komórka zaczęła wibrować. Dostałam sms-a od Zayna. Czyli Alex
Jak chcecie pobyć sami to jedźcie do domu a jak nie to przyjedźcie do Bradford.
Zayn postanowił, że wszyscy pojedziemy.
Moja mama na pewno się z tego ucieszy :)
Daj mi zaraz znać, bo muszę mamie powiedzieć czy będziecie czy nie, bo nie będzie wiedziała jak ma szykować obiad
Alex "_"
-Alex się pyta czy jedziemy normalnie do domy czy jedziemy do mamy Zayna i Alex, bo miała jechać Alex i An. A okazało się, że wszyscy jadą. To jak robimy??
-Mi to wszystko jedno. Dla mnie możemy pojechać do Pani Malik
-Okay to już jej piszę, że jedziemy do jej rodziców
No jeśli to nie będzie problem to pojedziemy do twoich rodziców
Szybko dostało odpowiedź
Jaki problem?? O czym Ty gadasz dziewczyno?? 
Mama na pewno się ucieszy. Wiecie gdzie mieszkają??
-Wiesz gdzie mieszkają rodzice Zayna??-spytałam Louisa
-Nie. A Ty??
-Nie
-To pewnie po nas wyjdą
-Pewnie tak
Ani ja ani Louis nie wiemy gdzie mieszkają wasi rodzice
-A jutro idziemy do kina a później do klubu, bo Zayn stwierdził, że trzeba oblać nasze i Harry z Alex zaręczyny
-Spoko. Po co Alex miała jechać do Bradford
-Zawieść małą
-Aha-w tej chwili dostałam wiadomość
No to ja albo Zayn po was wyjdziemy. Choć pewnie Zayn, bo nie wiem czy mnie mama z domu wypuści. A i tam tą poprzednią wiadomość pisał Zayn nie ja. 
Dajcie znać jak będziecie już w Londynie i jak będziecie w Bradford
Szybko jej odpisałam
Okay :) Miłej podróży :***
-To co idziemy coś zjeść??-spytał Tommo
-Tak-odpowiedziałam mu uśmiechając się na co odpowiedział mi tym samym.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do tej samej restauracji co wczoraj. Zamówiliśmy jedzenie i dopiero teraz się skapnęłam, że telefon zostawiłam na stoliku w pokoju. Trudno. Kelner przyniósł nasze jedzenie. Po 45 minutach wyszliśmy z restauracji. Do samolotu mieliśmy jeszcze godzinę i dziesięć minut.. Postanowiliśmy iść jeszcze raz na plaże. Gdy już doszliśmy usiedliśmy na piasku.
Przytuliłam się do Louisa. Siedzieliśmy tam pół godziny. Wróciliśmy do hotelu. Spojrzałam na telefon. Jedna wiadomość. Otworzyłam ją
Dzięki :) Ja też życzę wam miłej podróży :****
Harry, Zayn, Liam, Niall, Pezza, Jess, Soph i An też życzą wam miłej podróży. Wiesz jaką awanturę mi zrobili, że nie napisałam, że oni też życzą wam miłej podróży

Uśmiechnęłam się pod nosem. 
-Gotowa??-spytał mnie Lou
-Tak-zeszliśmy na dół, żeby się wymeldować. Pojechaliśmy na lotnisko. Po całej odprawie siedzieliśmy już na swoich miejscach w samolocie. 

 
 

 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 55

Zebraliśmy się z plaży, bo Lou zgłodniał. Poszliśmy do jakieś niedrogiej restauracji. Gdy zamówiliśmy do Louisa podeszły jakieś dziewczyny prosząc go o autograf. Lou zrobił sobie jeszcze z nimi zdjęcia. Parę dziewczyn też chciało zdjęcie ze mną. Co mnie mile zaskoczyło. Gdy dostaliśmy swoje zamówienie dziewczyny życzyły nam smacznego i odeszły. Po posiłku Lou zapłacił i wyszliśmy z restauracji. Pochodziliśmy jeszcze po mieście. Była godziny 17:30 gdy Lou zarządził, że trzeba wracać do hotelu. Jak powiedział tak zrobiliśmy. Gdy weszliśmy poszliśmy do windy. Tym razem się nie zacięła. Gdy weszliśmy do pokoju. Lou pocałował mnie namiętnie.
-Już nie mogę się doczekać wieczora jak zobaczę Cię w tej bieliźnie-powiedział gdy oderwaliśmy się od siebie
-Wariat. To ja pójdę się przygotować
-Okay
*Oczami Louisa*
Steruję się jak nie wiem. Co będzie jeśli coś pójdzie nie tak, albo jeśli nie przyjmie tych oświadczyn. Może zadzwonię do Alex, choć nie wiem czy odbierze. Warto spróbować. Wyciągnąłem telefon i wybrałem jej numer. Nie odbiera. To zadzwonię do Harrego. Wybrałem jego numer. Po paru sygnałach odebrał
-Hallo
-Zayn??
-No ja. Co jest??
-Jest może Harry albo Alex??
-Nie ma ich, bo poszli z An na spacer i do kina a telefony zostawili w domu, bo nie chcą żeby ktoś im przeszkadzał
-No dobra, ale Ty mi możesz pomóc
-W czym??
-Słuchaj denerwuję się jak nie wiem co
-Ale czym??
-A no tak Ty nic nie wiesz. Mam zamiar oświadczyć się Eleanor
-No to gratuluję stary. A co ja mam zrobić??
-Jak już mówiłem denerwuję się cholernie
-To nic złego. Ja też się denerwowałem i mogę założyć się, że Harry też się denerwował, ale nie ma czym. Jeśli na prawdę ją kochasz to niczym się nie przejmuj
-Mówisz??
-No
-A jeśli nie przyjmie moich oświadczyn
-Na pewno przyjmie
-Dzięki stary na ciebie zawsze można liczyć
-Nie ma sprawy. A swoją drogą to nieźle nabriołeś
-To znaczy??
-Chodzi o Alex. Nie wiem dokładniej co się stało, bo nie chciała powiedzieć, ale wiem, że nieźle sobie nagrabiłeś, bo była cała nabuzowana
-Co mam zrobić
-Porozmawiaj z nią jak wrócicie, ale teraz się tym nie przejmuj. A Alex przejdzie jak jej to wszytko wyjaśnisz
-Nie był bym tego taki pewien, bo napisała mi sms-a, żeby się cieszy, że za bardzo kocha Ellie, żeby spieprzyć nam ten wyjazd ale jak wrócę to pożałuje tego co powiedziałem
-Nie chce Cię straszyć, ale jak tak Ci napisała to jednak tak szybko jej nie przejdzie. Mogę z nią pogadać, ale nie wiem czy to coś zmieni
-Naprawdę możesz z nią pogadać??
-Tak
-Dzięki. Muszę już kończyć. 
-Okay. Trzymaj się
-Dzięki. Cześć
-Na razie 
No to u Alex mam przechlapane. Boję się wracać do Londynu. Dobra nie mogę teraz o tym myśleć. Później będę się martwił. Wyjąłem z walizki pudełeczko w którym był pierścionek. Mam nadzieję, że jej się spodoba. Przebrałem się w garnitur. Mam nadzieję, że to wszystko jej się spodoba i dobrze zapamięta ten dzień jak i noc. Eleanor wyszłam z łazienki. Wyglądała cudnie. Miała na sobie czarną sukienkę i do tego złotą marynarkę.
-Idziemy??-spytałem 
-Tak-obdarzyła mnie cudownym uśmiechem. Wyszliśmy z hotelu. Ruszyliśmy w stronę plaży. Gdy doszliśmy naszym oczom ukazał się stoli ze świeczkami i różami. Leon dobrze to urządził. Zobaczyłem jakiegoś chłopaka który zapala świeczki. To był pewnie Leon. Ruszyliśmy w stronę stolika.
-Ty pewnie jesteś Louis-powiedział
-Tak-odpowiedziałem mu
-Louis. To jest moja dziewczyna
-Eleanor
-Leon. Proszę siadajcie-odsunąłem Ellie krzesło i sam usiadłem.-Jeszcze tylko na chwilkę wam przerwę i znikam
-No co jest??-spytałem
-Podasz mi adres Alex, bo z chęcią ją odwiedzę 
-Jasne-podałem mu nasz adres
-Dzięki. Życzę udanej kolacji i mam nadzieję, że będzie wam smakować
-Dziękujemy-powiedziałem razem z Ellie. Zaczęliśmy jeść. Muszę przyznać, że jedzenie było bardzo dobre. Gdy skończyliśmy nadeszła wielka chwila. Wstałem od stołu i uklęknąłem przed moją ukochaną. Wyjąłem pudełeczko i otworzyłem je
-Czy Ty Eleanor Calder zostaniesz moją żoną
-Tak-założyłem jej pierścionek na palec.Wyglądał ślicznie na jej rączce. El pocałowała mnie
-Kto to był??
-Leon
-No
-Przyjaciel i były chłopak Alex
-Okay
-Mały spacer
-Tak-ruszyliśmy brzegiem na spacer. Po jakiś pół godzinie postanowiliśmy wrócić do pokoju. Gdy weszliśmy do pokoju Eleanor pocałowałam mnie. Przeniosłem nas na łóżko. Tym razem postanowiłem poddać się i dać jej wolną rękę.

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 54

Ten rozdział również dedykuję Lilce i Joasi
Mam nadzieję, że też wam się spodoba tak jak poprzedni
--------------------------------------------------------------------------------------------

*Oczami Eleanor*
Gdy wylądowaliśmy byłam w siódmym niebie. Mój ukochany spełnił moje marzenie.
-Zadowolona??-spytał Louis
-Bardzo-rzuciłam mu się na szyję
-To się cieszę-Lou musnął moje usta-To co do pokoju i na plaże
-Tak-Lou złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy w stronę hotelu. Gdy doszliśmy do niewielkiego budynku Lou otworzył drzwi i powiedział
-Panie przodem
-Dziękuję-uśmiechnęłam się do niego. Poszliśmy do recepcji. Recepcjonistka podała nam klucz i powiedziała na którym piętrze znajduję się nasz pokój. Poszliśmy do windy. Gdy wsiedliśmy do windy Lou wcisnął 4 piętro. Gdy byliśmy pomiędzy 3 a 4 piętrem winda stanęła.
-No pięknie. Pewnie trochę tu posiedzimy-powiedział zirytowany Lou
-Oj nie narzekaj. Przypomnimy sobie stare czasy jak winda się zacięła gdy wracaliśmy z imprezy na której Harry nas poznał.
-To była najlepsza jazda windą w moim życiu-zaczęliśmy się śmiać
-A pamiętasz jak było Ci gorąco i zacząłeś się rozbierać
-A tobie się to podobało
-Trochę wtedy wypiliśmy
-Noo.. a pamiętasz jak chodziłaś w kółko aż przewróciłaś się i poleciałaś na mnie
-A Ty mnie wtedy pocałowałeś
-Gdyby nie było kamer w tamtej windzie to doszło by do czegoś więcej
-No
-Czekaj w tej windzie nie ma kamer-Louis uśmiechnął się łobuzersko
-Nawet o tym nie myśl
-Dlaczego??-Tommo przybliżył się do mnie i złapał w pasie. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Zaczął całować linie mojej szczęki i szyję. Robiąc parę malinek. Włożył ręce pod moją bluzkę i zaczął podnosić ją do góry. Nagle winda ruszyła. Odsunęłam go od siebie i poprawiłam koszulkę
-Musisz poczekać do wieczora.
-Nie wytrzymam-winda stanęła na naszym piętrze. Drzwi się otworzyły
-Chyba za wcześnie naprawiłem windę-powiedział jakiś starszy pan.
-No trochę-odpowiedział mu Lou
-Louis-upomniałam go
-Następnym razem nie będę się tak spieszył-dodał. Zaśmialiśmy się i poszliśmy do swojego pokoju. Pokój nie był duży, ale też nie był mały. Był w sam raz.
-Wyjmiesz mi kostium-poprosiłam Louisa
-Oczywiście-wyszłam na balkon-Eee... skarbie co to jest??-spytał Lou trzymając w ręku bieliznę od dziewczyn. Czułam jak pieką mnie policzki
-D..dziewczyny kupiły mi tą bielizną
-Seksowna
-C..chciały, żeby założyła ją wieczoram
-A założysz??
-Nie!
-Dlaczego?? Bardzo chciałbym Cię w niej zobaczyć
-Naprawdę?
-Tak i to bardzo. To założysz??
-Okay-Lou uśmiechną się uroczo. Schował bieliznę i wyją kostium. Podał mi go
-Dzięki. A teraz pójdę wziąć szybki prysznic
-Okay-chciałam już wejść do łazienki ale Louis mnie zatrzymał-A mogę wykąpać się z tobą-zrobił minę szczeniaczka
-No dobra-poszedł za mną do łazienko. Zaczął mnie rozbierać. Gdy już byłam naga sam się rozebrał. Weszliśmy do kabiny. Lou umył mnie dokładnie. Później spłukał ze mnie pianę. Po 15 minutach wyszliśmy z kabiny. Tommo wytarł mnie i siebie. Ubrałam się w kostium. Na to założyłam sukienkę. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. Lou też był już gotowy. Wyszliśmy z pokoju. Tym razem wybraliśmy schodu. Louis nie był zadowolony z tego faktu. Na szczęście hotel znajdował się blisko plaży. Więc w wyznaczonym miejscu znaleźliśmy się po 5 minutach. Rozłożyłam ręcznik i zdjęłam sukienkę. Położyłam się na plecach.
-Kochanie a będziesz opalać się toples??
-Chciałbyś
-Nawet nie wiesz jak bardzo
-Wariat
-Może i wariat ale twój kochany wariat
-Masz racje
-To co będziesz się opalać toples?
-Nie!
-No dobra-powiedział trochę zmarnowany. Poczułam jak mnie podnosi
-Louis co Ty wyprawiasz??
-Nie chcesz opalać się toples to idziemy się wykąpać
-Puść mnie Ty wariacie
-Nie mam zamiaru
-Proszę
-Nie
-Tylko mnie nie wrzucaj-gdy to powiedziałam Louis puścił mnie i wylądowałam w wodzie. Zrobiłam mu lekkie psikusa i nie wynurzyłam się. Odpłynęłam trochę od niego. Zaczął mnie szukać. Po jakiś 5 minutach stał do mnie tyłem. Podeszłam trochę bliżej i ochlapałam go
-Eleanor
-Słucham?
-Nie starasz mnie tak więcej
-Masz za swoję
-Ah tak-Lou zaczął chlapać mnie wodą a ja jego. Chlapaliśmy się dobre 15 minut. Wyszliśmy z wody. Louis dał mi się trochę poopalać. Po pół godzinie Tommo zaczął narzekać jak małe dziecko
-Skarbie nie nudzi Ci się takie leżenie
-Nie a Tobie??-nie wiem po co się go spytałam jak i tak znałam odpowiedz
-Mam być szczery czy miły
-Szczery
-To trochę. A zresztą zgłodniałem trochę
-Oj Louis. Z tobą gorzej niż z małym dzieckiem
-I tak mnie kochasz
-Inaczej się nie da

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam poświęcić 3 rozdziały Louisowi i Eleanor.
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe
Za dwa dni powinien pojawić się następny rozdział na tym blogu i na drugim